piątek, 30 grudnia 2016

Rozdział VIII - Umowa

Poczuła że słońce zaczyna ją razić w oczy, więc powoli je otworzyła. Nie było to jednak takie proste, ponieważ powieki były bardzo ciężkie. Wpierw zobaczyła światło a później próbowała coś dostrzec. Dziwnie się czuła jak by była cała czymś przygnieciona. Chciała kogoś zawołać ale nie dosłyszała swojego głosu tylko jakiś dziwny jęk. Natychmiast złapała się za szyje i poczuła opuchnięcie. Gdy obraz zaczął się wyostrzać dostrzegła łóżka szpitalne. Nie wiedziała co ona tu robiła przecież powinna pójść na zajęcia. Próbowała wstać ale przewróciła się na podłogę. Była bardzo słaba i nie wiedziała dlaczego.
-O panna Granger! - usłyszała nagle przerażony, a zarazem szczęśliwy głos pani Ponfey.
Kobieta podbiegła do dziewczyny i pomogła jej wstać a nastepnie połorzyła ją spowrotem do łóżka.
-Nie powinnaś jeszcze wstawać.. - skarciła ją i podała szklankę z wodą.
Hermiona dopiero teraz poczuła jak bardzo jest spragniona, jednak każdy łyk wody był dla niej bolesny. Oddała więc szklankę i spojrzała na kobietę pytająco, znów próbując coś powiedzieć ale, nic po za cichym piskiem nie usłyszała.
-Oj.. tak myślałam, struny głosowe są poważnie uszkodzone.. - stwierdziła pani Ponfey widząc jak dziewczyna próbuje coś powiedzieć.
Znów pojawiło się ogromne zdziwienie na twarzy gryfonki. Miała tyle pytań ale, nawet nie potrafiła czegokolwiek wypowiedzieć. Rzuciła się bezsilna na łóżko, powstrzymując łzy.
-Spokojnie.. poczekaj za raz pobiegnę po profesor McGonal, powiedzieć że, w końcu się obudziłaś.. - uspokoiła ją kobieta i gestem dłoni nakazała by leżała w łóżku, po czym wyszła ze skrzydła szpitalnego.
Szatynka znów została sama, próbując sobie przypomnieć dlaczego tu leży i nagle ją olśniło "Pansy"


****

Siedział w towarzystwie ślizgonów, obserwując co jakiś czas stół gryfonów, w szczególności pewnego rudzielca. Niestety od kilku dni był taki sam, zrezygnowany, zmęczony, a nawet mało jadł co było do niego nie podobne. Wiedział dzięki temu że stan jego przyjaciółki się nie poprawił. W chwili gdy chciał spojrzeć na bruneta obok z niesmakiem dostrzegł że on już od dłuższego czasu mu się przygląda. Wrócił więc wzrokiem do swojego stołu próbując wtrącić się w rozmowę.
-Zabini uczył się od mistrzów...- zaczął, próbując uśmiechnąć się z wyższością.
-Weź już Draco nie rób z siebie mistrza.. - dogryzł przyjaciel.
-A co nie pamiętasz kto cię uczył robić tej przewrotki na miotle? - przypomniał mu blondyn puszczając oczko do dziewczyn siedzących niedaleko.
Brunet dostrzegł również i to.
-Dobra nie strugaj już modela, to moja rola.. - zaśmiał się ślizgon szturchając go łokciem.
-Tego też cie nauczyłem.. - szepnął blondyn szczerząc się dalej do dziewczyn.
-No nie wiem, nie wiem.. - mruknął.
-Oboje jesteście cudowni... - szepneła dziewczyna siedząca najbliżej tej dwójki.
Chłopaki wymienili się porozumiewawczo spojrzeniem i uśmiechnęli się w jej kierunku niczym młody bóg.
-Mi tam to pasuje.. - powiedział w końcu Zabini. - A tobie? 
-Puki nie zaglądasz mi pod materac, to może być.. - odpowiedział blondyn klepiąc go po plecach i śmiejąc się z całej tej sytuacji.
Znów zajął się śniadaniem i spojrzał raz jeszcze na stół gryfonów. Ron wyglądał na poruszonego i natychmiast wstał, a za nim podążył Harry wraz ze swoją dziewczyną, czuł że coś się stało. Tylko nie wiedział jeszcze co. Miał jednak nadzieje że w końcu coś dobrego.


****


-Miona! - usłyszała znajomy głos a za chwile poczuła mocy uścisk rudzielca.
Za nim dostrzegła również Harrego i Ginny, chciała się z nimi przywitać i coś powiedzieć ale, znów zamilkła.
-Nie możesz mówić ? - zapytał z troską Ron.
Szatynka pokiwała przecząco głową. Widziała jak chłopak cały się napina ze złości. Złapała go za rękę i próbowała w ten sposób go uspokoić.
-Nie daruje sobie że mnie przy tobie nie było.. -szepnął chłopak spuszczając głowę w podłogę. 
Hermiona spojrzała na przyjaciół którzy również posmutniali. Chciała ich jakoś pocieszyć ale, jedyne co teraz potrafiła, to tylko wydawać dziwne dźwięki. Odwróciła się do szafki nocnej i złapała kawałek papieru i pióra, po czym zaczęła pisać. Wszyscy patrzyli na nią z wielką troską. Najlepsza czarownica która znała chyba wszystkie zaklęcia i wiedziała więcej niż oni w trójkę razem wzięci nie potrafiła teraz wypowiedzieć nawet jednego słowa.Gdy skończyła, podała im kartkę i kazała przeczytać.

"Rozmawiałam z profesor McGonal (jeśli w ogóle można powiedzieć że ja cokolwiek powiedziałam),moje struny głosowe są mocno naruszone, ale specjaliści już są w drodze i chyba wyjdę z tego:) A wy, kochani to przecież nie wasza wina. Raczej moja.. nie wiem co ja sobie myślałam, odwróciłam się plecami do tej cholernej Pansy gdy ta celowała we mnie różdżką."
  
Gdy skończyli czytać znów spojrzeli na dziewczynę i pierwsza odezwała się Giny.
-Mionka, nie było to mądre.. ale i tak nie powinna rzucać tak silnego zaklęcia..w plecy- na ostatnie słowa poczuła jak Ron znów się denerwuje.
-Najważniejsze że w końcu się obudziłaś.. - powiedział Harry uśmiechając się do przyjaciółki.
-Oj to prawda, przespałaś nawet swoje urodziny.. - zaśmiała się rudowłosa.
Hermiona uśmiechnęła się, wzruszając ramionami.
-Obyś szybko wróciła do zdrowia.. - szepnął Ron i pocałował ją w policzek, na co dziewczyna się zaczerwieniła.
-Przyjdziemy potem, bo mamy za raz eliksiry.. - dodał rudzielec wstając.
-O nie.. - szepnęła Ginny.
Wszyscy spojrzeli na nią pytająco.
-Zapomniałam książki.. - zrobiła zrezygnowaną minę.
-Dobra dognie was.. - szepneła i pomachała do Hermiony po czym wyszła.
-Ale się przejeła tą książką.. - zdziwił się Ron.
Szatynka jednak znała swoją przyjaciółkę i wiedziała że to nie o książkę chodziło tylko o coś zupełnie innego, niestety nie wiedziała jeszcze co było powodem jej wyjścia.

****

Szła bardzo szybkim krokiem, skręcając w ciemny korytarz. Gdy rozpoznała znajome miejsce weszła niepewnie do środka, sprawdzając czy nikt jej nie widzi. Rozgościła się w niewielkiej sali, zagraconej sprzętem muzycznym. Rzuciła torbę na podłogę i oparła się o ławkę zarzucając ręce na piersi.
-O jesteś.. -nagle usłyszała znajomy głos.
Wzdrygnęła się nieco myśląc że jest sama.
-Nie bój się.. 
Dziewczyna odwróciła się w stronę rozmówcy.
-Tak jak się umawialiśmy.. - powiedziała odzyskując pewność siebie.
-Masz coś dla mnie? - zapytał podchodząc nie co bliżej.
-Inaczej bym nie przyszła.. - odpowiedziała poirytowana jego pytaniem.
-Świetnie - uśmiechnął się chytrze.
-Nie tak szybko.. -warknęła.
Uśmiech spełzł z jego twarzy.
-Jaką mam pewność że mnie nie okłamujesz? - zapytała przeszywając go wzrokiem.
-Dziewczyno, musisz uwierzyć mi na słowo.. - odparł.
-Słowo ślizgona ? - zapytała nie wierząc w to co mówi.
-A no tak...- szepnął i przysunął się bliżej.
-To za mało.. - dodała.
-A czego byś chciała? - zapytał coraz bardziej poirytowany.
Nastała chwila ciszy.
-Musisz złożyć wieczystą przysięgę - szepnęła nawet na niego nie patrząc.
-Zwariowałaś ? - wrzasnął.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko obdarzyła go spokojnym spojrzeniem, po którym wiedział że jest całkowicie poważna. Przez chwilę walczył sam ze sobą, nie chcąc zgodzić się na takie przyrzeczenie.
-W porządku.. 
Rudowłosa wyciągneła dłoń, którą po chwili objął chłopak. Kurz i napięcie podskoczyło ku góże
-Wystarczy wierze ci.. - szepnęła patrząc mu w oczy.
Brunet nie ukrywał zdziwienia.
-Zapomniałeś że do tego potrzeba gwaranta? - uśmiechnęła się.
W jednej chwili puścił jej rękę i cofnął się do tyłu.
-Trzymaj.. - szepnęła wyciągając cztery małe fiolki z torby.
Chłopak natychmiast złapał je delikatnie.
-Nie sądziłam że jet to dla ciebie tak ważne.. - zdziwiła się dziewczyna.
-Bardziej niż myślisz.. - odparł wpatrzony w podarunek.
-Skoro tak.. i pamiętaj ona musi za to zapłacić.. - dodała naciskając na ostatnie słowo.
-Masz to jak w banku.. - odparł spoglądając w jej oczy.
-Ciesze się że dobiliśmy targu Blais.. 
-Ja również Weasly..

****

-Gdzie ona jest? - zapytał brunet rozglądając się po uczniach w sali. 
-Nie martw się, pewnie coś ją zatrzymało.. - burknął Ron podpierając głowę.
-I to mnie martwi.. - szepnął spoglądając przed siebie.

Profesor Slughorm właśnie dodawał czarnej mikstury do kociołka i opowiadał kolejną niesamowitą historię jaką to jego uczeń doświadczył. Harrego jednak to nie interesowało, martwił się raczej o swoją dziewczynę, która od kilku dni zachowywała się dość tajemniczo. Parę razy znikała mu z oczu pod pretekstem że musi coś sprawdzić, czy czegoś zapomniała. Dziś gdy odwiedzili Hermione znów zniknęła. Czuł że nie jest to zbieg okoliczności. Przypomniawszy sobie dziwne zachowanie Malfoya mimowolnie spojrzał w jego stronę, ale nic nie wskazywało na to by miał z rudą jakiekolwiek powiązanie. 
-Hej Harry, jak myślisz kiedy Hermiona odzyska głos? - zapytał przyjaciel przywracając go do rzeczywistości.
-Nie wiem Ron, mam nadzieje że szybko.. - przyznał szczerze.
-Dla niej mógłbym oddać, jej swój własny głos, gdyby to było możliwe.. - szepnął.
W wyobraźni Harrego utworzył się obraz Hermiony z głosem Rona. Kąciki jego ust powędrowały do góry. Wiedział jednak że Ron nie to miał na myśli i musiał przyznać że z jego ust brzmiało to jak wyznanie miłości wobec dziewczyny.
-Nie martw się stary, wyliże się z tego, zobaczysz.. - szepnął i otworzył książkę od eliksirów , próbując odgonić złe myśli i skupiając się na lekcji.


****

Witam was w tym pięknym czasie, tuż po świętach, mam nadzieję że makowiec zjedzony :) a samopoczucie jak najbardziej pozytywne. Postanowiłam że skoro były święta to może coś wrzucę tak na poprawę przybyłych kilogramów xD Mam nadzieję że rozdział chodź trochę się podoba i że zasypiecie mnie chociaż jednym komentarzem :) Może być nawet negatywny do nowego roku zostało nie wiele czasu więc co mi tam :) Pozdrawiam was cieplutko i życzę udanego sylwestra ! 
Bibi

niedziela, 7 sierpnia 2016

Rozdział VII - Sen

Kolejna niedziela i kolejny rozdział. Nie jest może długi jednak wnosi w opowiadanie coś nowego :) Bez dłuższego zanudzania zapraszam do czytania oraz komentowania
Bibi

*****

Minął tydzień od całego zajścia jakie miało miejsce na szkolnym korytarzu. Cała szkoła już wiedziała jak skończyła Granger i trzy domy były w tej sprawie za dziewczyną. Ślizgoni jednak ucierpieli na reputacji i różnych obelgach rzucanych w ich stronę. Parkinson została wydalona ze szkoły na trzy miesiące. Dzięki wstawiennictwu się rodziców i innych znajomych dobrze sytuowanych skrócono jej kare do miesiąca. Nie miało to jednak większego teraz znaczenia, każdy przejmował się losem gryfonki, która wciąż przebywała w skrzydle szpitalnym nie przytomna. Przyjaciele odwiedzali ją kilka razy dziennie, a jej stan był bez zmian. Ron odchodził od zmysłów i gdy tylko nadarzała się okazja wyładowywał swoją złość na ślizgonach, na szczęście w porę zawsze reagowała siostra i Harry którzy go uspokajali twierdząc że to i tak nic nie zmieni.  Dziś również byli ją odwiedzić i dostrzegli że przy łóżku stoi ktoś jeszcze.
-Dzień dobry - powiedziała kobieta odwracając się do nich.
-Dzień dobry- odpowiedzieli, podchodząc bliżej.
Giny spojrzała na kobietę szukając na jej twarzy dobrej wiadomości, niestety niczego takiego nie dostrzegła, zamiast tego zobaczyła smutek.
-To smutne że po tych przeżyciach sprzed paru miesięcy, ta nienawiść między ślizgonami wciąż skutkuje.
Ron prychnął i usiadł przy Hermionie.
-Rozumiem pana złość panie Weasly.. - szepnęła chwytając go za ramie.
-Panna Granger to silna dziewczyna, wyjdzie z tego.. - dodała i zwróciła się do pozostałej dwójki.
-Dlaczego to tak długo trwa pani profesor? - zapytał Harry chcąc jak najciszej wypowiedzieć te słowa.
McGonagal objęła ich delikatnie ramieniem i skinęła by troszkę oddalili się od Rona który czuwał przy dziewczynie.
-Myślę że Hermiona zapadła w śpiączkę, nasze metody lecznicze niewiele się w tej sprawie zdadzą, dlatego postanowiłam ściągnąć tu specjalistów którzy zajmują się takimi przypadkami.
Ginny pobladła, było gorzej niż źle.
-Tyle przeszliśmy a teraz ona leży tu nieprzytomna przez potyczkę z Parkinson..? - nie dowierzał w to wszystko Harry.
-Powiem wam w zaufaniu że, sama wyrzuciłabym to głupie dziewczę za to co zrobiła, ale mam związane w tej sprawie ręce. Pansy wróci do szkoły.
Oboje uśmiechnęli się przyjacielsko.
-Dobrze zostawiam was, nie siedźcie za długo, już późno.. - dodała kobieta i uśmiechnęła się do nich z otuchą.
Gdy wyszła podeszli do Rona i ścisnęli go za ramię. Widzieli że z nich wszystkich on cierpiał chyba najbardziej.
-Hermiona obudź się w końcu.. - szepnął Ron łapiąc ją za rękę.
Dziewczyna nie poruszyła się jednak. Na szyi miała jeszcze obrzęki po paskudnym zaklęciu, ale jej twarz nabrała na szczęście więcej kolorów. Wyraz jej twarzy był spokojny.
-Widocznie musi trochę odpocząć skoro nie chce się obudzić.. - szepnęła rudowłosa ściskając teraz za rękę Harrego.
-Ja bym mógł ją codziennie na rękach nosić gdyby chciała , gdyby tylko się obudziła.. - odparł smutno Ron.
To wyznanie obojgu dało jeszcze większą świadomość  jak rudzielec ją kocha i cierpi.
-Wiemy.. - szepnął Harry.
Posiedzieli tak jeszcze chwile i wyszli wciąż mając nadzieje że jutro Hermiona się obudzi.


****


-Ubieraj się.. - powiedział chłodno.
-Ależ Dracusiu dopiero co skończyliśmy.. - szepnęła uwodzicielsko wspinając się z łóżka na jego plecy.
-Skończyliśmy, więc zmiataj.. - syknął wstając po koszule.
-Oh.. - jęknęła dziewczyna opadając na łóżko.
Chłopak podszedł do barku i nalał sobie whisky.
-Nalejesz mi ? - zapytała słodko zapinając bluzkę.
Blondyn spojrzał na dziewczynę która była bardzo ładna i miała zgrabne ciało, a długie blond włosy odrzuciła do tyłu z delikatną kobiecością.
-Tora gramolisz się.. - wycedził przez zaciśnięte zęby.
Gdy dziewczyna zapinała guzik przy biuście specjalnie podeszła do niego i uśmiechnęła się słodko.
-Zapniesz? - zapytała przygryzając wargę.
Blondyn spojrzał na nią gniewnie.
-Wychodzisz czy ci pomóc? - warknął.
Blondynka poczerwieniała ze złości że nie dało jej się urzec chłopka.
-Okej wychodzę! - krzyknęła i wyszła trzaskając drzwiami.
Draco rzucił się na łóżko przykrywając głowę poduszką. Od tygodnia próbował walczyć sam ze sobą, ale wciąż miał w głowię tą głupią Granger. Sam nie wiedział a jednak dlaczego, przecież on ją gardził ciekawiło go co się z nią dzieje. To myślenie było tak niedorzeczne że nie wiedział co ze sobą zrobić. Przez ten tydzień w jego pokoju przeszło parę dziewczyn, wypił więcej niż myślał a jednak nic nie pomogło. Wciąż przed oczami widział te orzechowe oczy.
Usiadł na łóżku i przetarł twarz dłonią. Mimo wszystko spojrzał na zegarek. Dochodziła 23:00. Nie potrafiąc już dłużej wytrzymać tej gehenny którą na siebie założył wyszedł z pokoju.


****

Promienie słońca otuliło jej twarz zapraszając by wyszła jeszcze dalej. Trawa delikatnie łaskotała ją po nogach, a przyjemny wiatr pchał przed siebie. Czuła się taka wolna i szczęśliwa, nie czuła bólu, głodu, nie przejmowała się niczym tylko napawała się widokiem wzgórz i lasów. Stojąc na większej górce rozejrzała się dokoła, było tu tak pięknie. Rozłożyła ręce w bok i krzycząc z radości ,pobiegła przed siebie. Mogłaby teraz nawet pofrunąć ku górze ale coś ją blokowało, nagle poczuła że jej nogi robią się ciężkie, a ona sama robi się słabsza. Usiadła więc na polanie by odpocząć. Tak jak było to w jej zwyczaju zaczęła skubać łodyżki trawy, ale zatrzymała się po chwili wracając do wspomnień. Poczuła że policzki zaczynają ją piec, nie wiedząc czy to ze wstydu czy z zakłopotania. Wróciła myślami do dnia gdy nachyliła się nad twarzą młodego chłopaka wyczekując jego odpowiedzi. Niestety on zamilkł a potem odszedł jak by nigdy nic. W tedy nie wiedziała że już na zawsze. Pragnęła by wrócił, by został, ale nic takiego się nie wydarzyło.
-Wróć.. - szepnęła.

****

-Wróć.. - usłyszał.
Przez chwile nie dowierzał własnym uszom. Rozejrzał się po pomieszczeniu ale nikogo prócz tej jednej osoby w łóżku nie było. Zastanawiał się czy może ma jakieś omamy, ale gdy podszedł bliżej dostrzegł grymas na jej twarzy. Przysunął krzesło tuż przy niej i usiadł przyglądając się jej ze smutkiem. Nie wiedział dlaczego tu przyszedł, ale nie potrafił już dłużej wytrzymać bez jej widoku. Teraz gdy spała wydawała się taka bezradna i bezsilna, zupełnie odbiegała od tej walecznej Hermiony jaką znał. Poczuł znów wyrzuty sumienia wobec tej dziewczyny, wspominając tortury jego szalonej ciotki na Granger obszedł go wstręt do samego siebie. W tedy nic nie zrobił tylko stał przy matce i bał się o jej życie, bał się sprzeciwić, chodź serce mówiło co innego, nie potrafił się ruszyć z miejsca. Dłużej się nad tym zastanawiając nie wiedział czy drugi raz postąpił by tak samo, może właśnie te wyrzuty sumienia go tu ściągnęły niczym magnez, może w jakimś stopniu chciał odkupić swoje winy. Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Spojrzał  na szafkę nocną i dostrzegł bukiet kwiatów a obok kartkę urodzinową. Mimo sprzeciwów z samym sobą sięgnął po nią i przeczytał
 "Wszystkiego najlepszego Hermiono. Życzy Ron, Giny i Harry"
Skrzywił się gdy dostrzegł ich fotografię i odłożył kartkę na miejsce. Znów jego oczy powędrowały ku Hermionie.
-Granger..- zaczął
-Czemu ty zawsze ładujesz się w tarapaty..? Co ? Będziesz tak tu leżeć i gnić? - zaśmiał się pod nosem nie wierząc że sam toczy ze sobą dialog.
-Przecież to do ciebie nie podobne.. zresztą te twoje owutemy jak chcesz je zdać, wciąż tu leżąc.. a ten głupi wieprzlej to chyba umrze bez ciebie.. - pokręcił głową, wciąż nie wierząc, że to mówi.
-Wiem że jestem ostatnią osobą która mogła by cie o to prosić.. ale obudź się.. Nie zasłużyłaś by tu leżeć, tak wiele zrobiłaś, tyle jeszcze przed tobą.. Cholera Granger musisz się obudzić..dopiero co skończyłaś 20 lat całe życie przed tobą- szepnął.
Złapał ją za rękę i dostrzegł ten napis "brudna krew" Przed oczami znów miał ten obraz głupiej ciotki Bellatrix która, pastwi się nad nią. Nie rozumiał nigdy jej szaleństwa i wcale mu nie ciążyło że nie ma jej wśród czarodziei.
-Przepraszam za to.. - dodał po czym wstał i wyszedł.
Nie potrafił już dłużej wytrzymać. Wyrzuty sumienia wobec niej okazały się potężniejsze niż myślał. Nigdy nie sądził że kiedykolwiek będzie cierpiał z tego powodu, a jednak cierpiał wraz z nią.



wtorek, 2 sierpnia 2016

Rozdział VI - Prawda

Witam ! Wiem że troszkę mnie nie było, ale są wakacje i wiadomo wyjazdy odpoczynek relaks :P Wam również życzę takiego relaksu i odpoczynku od tego całego zgiełku i miasta - bardzo pomaga :) Dobra bez większego gadania zapraszam na rozdział, Wiem że troszkę krótki ale jak to się mówi lepszy rydz niż nic :)
Bibi


W myślach powrócił do przeszłości. Widział grono młodych uczniów czekających na wywołanie swojego nazwiska,w końcu usłyszał swoje. Usiadł dumnie na wyróżnionym stanowisku, rozglądając się po wszystkich i dostrzegł te brązowe oczy. To  była chwila, ale ta chwila zapragnęła poznać tej dziewczyny.
-Slytherin! - krzyknęła tiara przydziału.
Chłopak uniósł wysoko głowę i przysiadł do swojego stołu. Gdy emocje opadły bardziej interesowało go w jakim domu znajdzie się dziewczyna która go urzekła, niż chłopak z blizną o którym wszyscy mówili.
-Hermiona Granger! - usłyszał.
Pragnął by usiadła przy jego stole, był jej tak ciekawy że zapomniał o wszystkim innym.
-Gryfindor! - wykrzyknęła tiara.
Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie w stronę swojego domu, a już po chwili blondyn mógł oglądać tylko jej burze brązowych włosów z daleka.
To było jak policzek, nie poddał się jednak i mimo różnych domów przysiągł sobie że ją pozna bliżej i że się zaprzyjaźnią. Po tygodniu mijania się na korytarzu dosiadł się do niej w bibliotece. Była tak zaczytana i przejęta lekturą że w pierwszej chwili go nie dostrzegła.
-Dużo czytasz.. -zaczął trochę nie pewnie ale, nie dał tego po sobie poznać.
Dziewczyna spojrzała na niego a, później na godło jego szaty.
-Tak jestem ze Slytherinu - potwierdził widząc że, przykuwa temu większą uwagę.
-A ja z Gryfindoru.. - szepnęła.
-Wiem
-Wiesz? - zapytała zdziwiona.
-Tak, widziałem cie na ceremonii przydziału.. - odparł.
-Ja też cie widziałam, chodziło mi jednak o to że, nasze domy się nienawidzą od lat.. - zaczęła.
-Nie obchodzi mnie co było wcześniej, to głupie.. - odparł szczerze.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego.
-Ciesze się że tak uważasz.. - powiedziawszy to podała mu dłoń.
-Hermiona Granger.
Chłopak również uśmiechnął się przyjaźnie.
-Draco Malfoy - również się przedstawił i uścisnął jej dłoń.
W kolejnych dniach widywali się niemal codziennie. Niektórym jednak to przeszkadzało że gryfon i ślizgon żyli w dobrych relacjach. Oni jednak nie zważali na to uwagi. Spotykali się w bibliotece, lub na błoniach, raz nawet chłopak chciał pokazać dziewczynie jak się lata na miotle ta jednak nie dała się przekonać.
Któregoś dnia rozmowa zeszła na tor rodziny.
-Co robią twoi rodzice? - zapytała dziewczyna siadając na trawie i skubiąc łodyżki.
-Ojciec zajmuje ważną pozycje w ministerstwie.. - oświadczył dumnie.
-A mama? - dopytywała.
-Zajmuje się domem.. -oświadczył zdziwiony.Nie przypominał sobie by jego matka pracowała, zresztą po co miała by to robić.
-Nie pracuje?
-A po co ? - odparł w końcu.
-Nie wiem moi rodzice oboje pracują.. - odparła naprawdę z nich dumna.
Chłopak pomyślał że to dziwne by kobieta pracowała. W jego rodzinie tylko mężczyzna wychodził do pracy a kobiety zajmowały się dziećmi i dbały o dom, wyprawiały przyjęcia i inne podobne rzeczy.
-A kim są ? -zaciekawił się.
-Naprawiają zęby, to dentyści - odparła uśmiechając się.
-Nie przypominam sobie by był tak zawód dla czarodziei..
Dziewczyna zaśmiała się.
-Moi rodzice nie są czarodziejami.. - odparła.
-A kim?
-To mugole.
Chłopak nie dowierzał temu co przed chwilą usłyszał. Spojrzał na nią jeszcze raz. Była bardzo miła, mądra i bardzo ją polubił. W jednej chwili to wszystko pękło niczym bańka mydlana.
-Draco co ci jest? -zapytała dziewczyna nachylając się ku nie mu.
-Nic.. - szepnął. - Żle się czuje.. - dodał i odszedł zostawiając ją samą.
Mineło kilka dni a on unikał jej jak ognia. W między czasie poznał parę osób ze Slytherinu i stwierdził że Crable i Goyl chodzą za nim jak cień, więc zaczął to wykorzystywać i w parę dni zrobił z nich swoich prywatnych ochroniarzy. Poznał również Zabiniego, od razu oboje się polubili i oboje nabijali zarówno z Pottera jak i Weyslea. Niestety przyszedł moment gdy znów ją zobaczył i to w towarzystwie  Weaslya. Gdy przeszli bliżej nie wytrzymał złości która w nim się zbierała od paru tygodni oraz rozczarowania że szatynka nie jest czystej krwi i wybuchnął.
-Proszę, proszę.. biedak i szlama.. - zakpił.
Dziewczyna w pierwszej chwili nie dowierzała że te słowa wypowiada nie kto inny jak Draco Malfoy.
-Zamknij się Malfoy! - wrzasnoł rudzielec stając w obronie Hermiony. On jako pierwszy dostrzegł że te słowa ją zabolały.
Crable i Goyl natychmiast wystąpili przed szereg broniąc swojego"szefa"
-A ty co, dorobiłeś sobie dwóch głupków jako ochroniarzy? - zapytał rozbawiony tą sytuacją Ron.
-Mnie na to przynajmniej stać, ciebie tylko stać na to by prowadzić się w towarzystwie szlam.. - zaśmiał się.
Widząc że Ron chciał doskoczyć do blondyna, dziewczyna w porę go zatrzymała i zdusiła w sobie całą złość i smutek jaki jej przyprawił.
-Daj spokój Ron, nie warto.. takie zachowanie nie przystoi cenionemu się czarodziejowi.. - podkreśliła ostatnie słowa i pociągnęła go za sobą, zostawiając za sobą trójkę ślizgonów oraz całą sympatie i przyjaźń jaką darzyła do jednego z nich.

****

Dotarł do skrzydła szpitalnego, widząc znajomą dziewczynę w jednym z łóżek, doznał lekkiego szoku. Podszedł powoli bliżej. Nie wierzył że tak zdolna czarownica która walczyła w imię dobra przeciwko Voldemortowi teraz została pokonana przez głupią ślizgonkę. Poczuł złość na Pansy ale również i na gryfonkę która nie wiedząc czemu leżała teraz w skrzydle szpitalnym zamiast drwić chociażby z niego. Spojrzał na jej twarz która była trochę blada, później dostrzegł że na jej szyi pozostały mocne zaczerwienienia i obrzęki po paskudnym zaklęciu "Dusincusa". Przez moment chciał wrócić, znaleźć Pansy i potraktować ją jeszcze gorzej niż ona Hermione, a później zastanawiał się dlaczego tu w ogóle stoi. Przecież ona nic dla niego nie znaczy, to tylko brudna szlama.
Nagle usłyszał cichy jęk dochodzący z jej gardła, natychmiast przykucnął przy niej chcąc jej w jakimś stopniu pomóc.
-Panie Malfoy! Co pan tu robi? - zapytała zdenerwowana  Poopy Pomfrey.
Chłopak wstał niczym na komendę.
-Ja tylko.. ona coś szeptała.. - powiedział w końcu uważając że to może być ważniejsze niż tłumaczyć powód swej wizyty.
-To dobrze, znaczy że dochodzi do siebie, chodź te rany będą długo paskudnie wyglądały na jej szyi.. mam nadzieje że jej struny głosowe nie zostały poważnie uszkodzone... - rozgadała się kobieta.
-Struny głosowe? - zapytał jak w transie.
-Tak panie Malfoy, a teraz proszę uciekać muszę podać jej lekarstwo.. - powiedziała wyganiając go z pomieszczenia gestem niczym, odganianiem muchy.
Blondyn stał jeszcze chwile przypatrując się dziewczynie która nawet przez sen cierpiała z bólu. Zdusił jednak w sobie ten dziwy żal i wyszedł. Na korytarzu dostrzegł dwóch chłopaków, wiedział że za chwilę zacznie się kolejna potyczka.
-Ty gnoju! - krzyknął na całe gardło rudowłosy i wyciągnął różdżkę przed siebie mierząc w Dracona.
Chłopak jednak nie zamierzał się bronić. Ze spokojem schował dłonie do kieszeni i czekał. Gdy różdżka dotknęła jego policzka w bardzo szybkim czasie złapał Rona za ubrania i przycisnął do muru. Hary natychmiast wycelował w nieprzyjaciela różdżką.
-Puść go Malfoy! - krzyknął.
-Zamknij się Potter - warknął i zwrócił twarz do czerwonego ze złości Weaslya.
-Gdzie byłeś ? -zapytał wściekły blondyn.
-A co ty moja matka? - warknął oburzony.
-Gdzie byłeś Weaslya! - powtórzył szarpiąc chłopaka.
-Byliśmy na boisku Malfoy - odpowiedział w końcu Harry nie wiedząc po co to blondynowi.
-Jak jej pilnujesz?
Rudzielec coraz bardziej nie rozumiał pytań ślizgona.
-Kogo do cholery?! - wrzasnął.
-Twojej szlamy! -syknął w końcu go puszczając, poprawiąjąc przy tym swoje ubranie.
Ron na te słowa zareagował tylko jednym ciosem wymierzonym w twarz blondyna, który zakołysał sie do tyłu. Harry cały czas trzymał różdżkę w pogotowiu, ale jego mina mówiła że uderzył by go równie mocno.
-Kretyni.. - zaczął coraz bardziej zły Malfoy.
-Kiedy wy bawiliście się na boisku wasza Granger nie poradziła sobie nawet w głupim pojedynku! - wrzasnął.
-Uważaj sobie na słowa fretko ! - krzyknął Ron.
-W jakim pojedynku ? - zaciekawił się Harry.
-Pansy i Granger.. - odparł szorstko blondyn.
-Pieprzeni ślizgoni! - ryknął ponownie Ron chcąc znowu uderzyć Malfoya, jednak przyjaciel go powstrzymał.
-To nie czas na to.. - odparł Potter.
-Chodźmy lepiej sprawdzić jak się czuję Miona. - dodał opuszczając różdżkę i czekając aż Ron pierwszy wejdzie do środka.
Nie obyło się jednak by przed wejściem nie obdarzył ślizgona morderczym spojrzeniem, Draco jednak nie przejął się tym znacznie i jego wzrok spoczął na Harrym który nad czymś się zastanawiał, w końcu odrzekł.
-Wiesz co Malfoy.. przez chwile nawet pomyślałem że martwisz się o Hermione..
Ta wypowiedź zbiła go z tropu, ruszył więc przed siebie szturchając go specjalnie ramieniem.
-Jesteś głupszy niż myślałem Potter..- powiedział po chwili.
Zostawiając go z tą niewiedzą samego.
Blondyn jednak musiał przyznać się w duchu że, gdy tylko dowiedział się o całym zajściu bał się o jej życie bardziej niż o swoje własne.


poniedziałek, 4 lipca 2016

Rozdział V - Zwątpienie

Kolejny tydzień września przebiegł podobnie chodź przez dwóch gryfonów z pierwszej klasy odjęto 40 pkt z ich domu, z czego większość nie była zadowolona. Tylko Harry i Ron stwierdzili że ta dwójka ma szanse by dorównać Gergowi i Fredowi słynnym bliźniakom których pamiętały starsze roczniki. Przyjaciele tak polubili młodych łobuzów że ogłosili wszystkim ich nietykalność, co bardzo spodobało się dwóm bracią. Hermiona próbowała im wytłumaczyć że powinni świecić przykładem a nie ich jeszcze nagradzać za głupie żarty, niestety nic tym nie wskórała.
-Kiedy oni dorosną.. - szepnęła Giny gdy dostrzegła że kolejna próba Hermiony jest zdana na porażkę.
-Nie wiem... - szczerze powiedziała i pokiwała przecząco głową.
-Dziewczyny ktoś musi ich bronić .. - zaczął spokojnie Harry.
-Tak, może dajcie im jeszcze mapę Honcwutów.. ? - zasugerowała szatynka.
Chłopaki spojrzeli na siebie porozumiewawczo i po chwili uśmiechnęli się szatańsko.
-Ale wiesz Harry oni muszą na nią zasłużyć..- zaczął rudowłosy po chwili.
-Myślę że masz racje przyjacielu.. - przyznał Harry i poklepał go po plecach.
-Dziewczyny.. przepraszamy obowiązki wzywają.. - powiedzieli udając dżentelmenów i odeszli w wesołych nastrojach.
-Co ja zrobiłam ? - szepnęła gryfonka siadając zrezygnowanym ruchem na kanapę.
Ruda przy sunęła się bliżej i z uśmiechem powiedziała.
-No nie wierze,jesteś lepsza od nich..
-Będą z tego kłopoty.. - mimo wszystko również się uśmiechnęła.

****

Przechodząc ciemnymi korytarzami można było wyczuć dreszcze na ciele i nie przyjemne uczucie niepewności. Jednak nie dla pewnego bruneta który czuł się tu jak w raju. Wystarczyło tylko że spojrzał na kogoś i zazwyczaj dostawał to czego chciał, a te korytarze były dla niego miejscem pamiątek gdzie to konsumował kolejny dobry kąsek nagiego ciała. Jednak w tym życiu czegoś zaczynało mu brakować. Był pewny siebie, czarujący, zmieniał dziewczyny jak rękawiczki, ale czuł że coś mu umyka. Gdy tylko wszedł do pokoju wspólnego ślizgonów, poczuł na sobie spojrzenie pożądania od dziewczyn i zazdrości od chłopaków.
Cześć.. - szepnęła dziewczyna z szóstego roku.
-No hej.. - odpowiedział i puścił jej oczko na co zareagowała prawie omdleniem.
Wyminął grupkę dziewczyn szukając marudzącego blondyna, gdy go dostrzegł natychmiast do niego podszedł i usiadł na przeciw ale, pozostawiając sobie widok na płeć piękną.
-Daj spokój diable.. - zaczął blondyn przecierając czoło z poirytowania, widząc co robi.
Zabini zrobił zdziwioną minę po czym uśmiechnął się do dziewczyn i znów spojrzał na przyjaciela.
-Sorry przyzwyczajenie zawodowe.. - zaśmiał się.
-Zawodowe? - prychnął blondyn.
-No co chcesz stary, one tego chcą ja im daje tylko rozkosz.. - wskazał na dziewczyny w pokoju, które co jakiś czas spoglądały w ich kierunku.
-Dobra, mniejsza o to mów czego się dowiedziałeś.. - ściszył głos Draco.
Brunet rozejrzał się po pokoju i stwierdził że to nie jest odpowiednie miejsce na takie rozmowy, po czym oboje wstali i ruszyli do dormitorium blondyna. Wchodząc Zabini uśmiechnął się jeszcze do ślizgonek po czym zamknął drzwi.

****

Świerze powietrze i cudowny powiew wiatru przywitał zmęczoną twarz dziewczyny. Przemierzając przez błonia Hogwartu starała cieszyć się każdą chwilą bo ostatnio siedziała tylko w bibliotece. Jako dodatkowy obowiązek miała jeszcze pomagać młodszym uczniom którzy, mieli problemy. Oczywiście się zgodziła, z drugiej strony czuła ogromną satysfakcje z tego że mogła komuś pomóc. Niestety skończyło się to na tym że, czasu dla siebie nie miała w ogóle. Więc gdy teraz nadarzyła się okazja postanowiła z niej skorzystać jak najlepiej.
Z oddali dostrzegła jak jej przyjaciele trenują na boisku i sprawdzają nowych kandydatów do drużyny. Nie było by w tym nic dziwnego po za dobrze jej znajomą dwójką młodych chłopaków, którzy również tam stali, a to nie wróżyło nic dobrego. Nie miała wyjścia musiała przyjrzeć się tej sprawie z bliska.
Gdy doszła już na tyle blisko że przyjaciele ją dostrzegli, oboje próbowali ukryć swoich podopiecznych.
-Ronaldzie Weasly i Harry Potterze! - krzyknęła.
Spojrzeli po sobie i uśmiechnęli się w jej stronę.
-Nam też miło cie widzieć Miona! - krzyknął Harry.
Wiem że coś kombinujecie.. - zaczęła spoglądając za ich plecami ale, nikogo już tam nie było.
-My ? - zapytali robiąc poważne miny.
Dziewczyna spojrzała na nich pytająco.
-No wiesz.. Quidicz i te sprawy..- zaczął Ron.
-Myślałem że to nie za bardzo cie interesuje..- dodał brunet.
-Interesuje kiedy musi ! - odparła krzyżując ręce na piersi.
-No to zapraszamy na widownie, chyba że chcesz polatać ? -uśmiechnął się Ron podając jej miotłę, na co dziewczyna wzdrygnęła się nie co.
-Zabawne jest to, jak na ciebie działa miotła, tak na mnie działają książki.. - zaśmiał się rudzielec a parę osób mu zaaprobowało.
Harry podrapał się po głowie dając znaki przyjacielowi że w ten sposób może tylko spowodować wielką bombę zegarową która nie wiadomo kiedy by wybuchła.
-A no.. tak.. - speszył się rudzielec spoglądając w bok.
-Jesteście niemożliwi..- powiedziała na odchodne i odwróciwszy się na pięcie zostawiła ich samych.


 ****

Była wściekła, każdy napotkany uczeń widząc ją w takim stanie wolał zejść jej z drogi, wiedząc że może się źle to dla niego skończyć. Zakręcając o w kolejnym korytarzu, niestety uderzyła w kogoś i upadła na podłogę.
-Uważaj jak chodzisz brudna szlamo ! - wrzasnęła brunetka spoglądając na nią z pogardą.
Hermionie zrobiło się z tego powodu trochę przykro widząc kto był jej przeszkodą
-Pansy.. - syknęła.
-Dla ciebie pani Parkinson - powiedziała unosząc głowę z wyższością.
Szatynka pozbierała się z podłogi, gdy stała już na równi ze ślizgonką powiedziała.
-Wiesz co, teraz żałuje że Malfoy faktycznie ci nie przyłożył.. - parsknęła.
-Jak śmiesz szlamo! - krzyknęła dziewczyna unosząc w jej kierunku różdżkę.
-Uważaj bo zrobisz sobie tym krzywdę.. - zażartowała Hermiona nic sobie z niej nie robiąc.
-Krzywdę to ja mogę zrobić tobie! - kipiała ze złości dziewczyna.
-Odwal się Pansy..
Widząc że zbiera się coraz więcej osób, odwróciła się w przeciwnym kierunku chcąc zakończyć tą ostrą wymianę zdań. Twierdząc że jeden szlaban już jej wystarczy.Gy nagle poczuła że coś w nią uderza z wielką siła, nie mogąc złapać tchu, przy kucnęła. Chwile po, upadła na podłogę, nie mogła się ruszyć. Ostatnie co zapamiętała to uśmiech triumfu na ustach ciemnowłosej.




****

-Dobra robota Zabini.. - pogratulował blondyn wyciągając dwie szklanki z barku.
-Możesz na mnie liczyć.. -powiedział klepiąc go w plecy.
Draco podał szklankę z bursztynowym napojem po czym oparł się o komodę.
-Mam nadzieje że ona to wytrzyma.. - szepnął chłopak.
Zabini zrobił poważną minę.
-Znam twoją matkę, jest silna.. -odparł siadając na kanapie i spoglądając w kominek.
-Wiem.. - powiedział szeptem i również spojrzał w stronę kominka zamyślając się nad czymś.
Draco.. - zaczął wyrywając go zamyślenia.
-No..
-Czy ty też masz czasami takie uczucie że czegoś ci brakuje ? - zapytał wyczekując odpowiedzi.
-Nie mów mi tylko że chciałbyś założyć rodzinę.. - zaśmiał się.
-Kiedyś tak..chciałbym mieć syna.. - rozmarzył się.
-Ty weź nie bredź.. - powiedział śmiejąc się jeszcze bardziej.
-Ty tak nie masz? - zapytał poważnie.
Blondyn również spoważniał.
-Widzę że ty tak na poważnie.. -odpowiedział siadając na łóżku i patrząc na swoją szklankę.
-Nie wiem.. do tego chyba trzeba miłości.. - zasugerował.
W tym momencie oboje zrozumieli że nie wiedzą co tak naprawdę znaczy kochać, ponieważ nigdy nikogo takiego nie poznali.
-Stary, my to chyba jesteśmy z jakiejś innej bajki.. - wycedził Zabini wypijając połowę zawartości ze szklanki.
-Na to wygląda - przyznał mu chłopak i również się napił.
Nagle do pokoju wpadł zdyszany Goyl.
-Naucz się pukać ! - krzyknął Draco, wstając z łóżka.
-Pansy.. - wycedził, próbując złapać oddech.y
-Co zaś się doprowadziła do stanu rozpaczy? - zapytał rozbawiony brunet rozkładając dłonie na kanapie.
-Nie..ona... chyba zabiła Granger.. - skończył.
Oboje spojrzeli po sobie wystraszeni, czego dokonała ślizgonka z ich domu.
-Co ? - krzyknął Draco.
-Granger padła jak... kłoda.. Pansy trafiła.. ją zaklęciem Satrlersem.
-Ja pierdole.. - skomentował Zabini przeczesując głowę.
Blondyn złapał różdżkę i wybiegł bez słowa zostawiając ze sobą osłupiałych ślizgonów.






*****

Kolejny rozdział :) niestety później niż planowałam ale nie wyrobiłam sie czasowo :) Powoli będzie się rozkręcać ( mam nadzieje że wena mnie nie opuści ) zapraszam do komentowania :) Miłego dnia 
Bibi



niedziela, 26 czerwca 2016

Rozdział IV - Ciekawość

Pierwszy tydzień w Hogwarcie przebiegł dość szybko, choć to dopiero początek nauczyciele nie szczędzili uczniów i wiele im zadali, twierdząc że to nie są przelewki. Hermiona jako jedyna nie była zdziwiona i przesiadywała w bibliotece dłużej niż dotychczas. 
-Hej.. - szepnął rudy chłopak siadając obok sterty ksiąg.
-Hej - odpowiedziała dziewczyna w ogóle na niego nie patrząc.
-Uwielbiam patrzeć jak jesteś tak pochłonięta nauką - szepnął krzyżując dłonie na stole i opierając na nich głowę.
Dopiero po tych słowach dziewczyna spojrzała na niego i lekko się zarumieniła.
-Ty też powinieneś się uczyć.. - stwierdziła w końcu szukając książki na zadanie z zielarstwa.
Chłopak uśmiechnął się do niej.
-Jeśli będę miał problemy z nauką przynajmniej będę miał pretekst byś mi pomogła to nadgonić.. - szepnął.
Hermiona poczuła że coraz bardziej się rumieni.
-Ronaldzie Weasly nie przeginaj struny.. - powiedziała dość stanowczo, po czym wstała i podeszła do jednej z półek w bibliotece.
Chłopak automatycznie ruszył za nią.
-Mam - powiedziała i wyciągnęła poszukiwaną książkę.
-Ja też.. - powiedział rudzielec i przytulił dziewczynę od tyłu.
-Ron co ty robisz? - zapytała odwracając się do niego przodem, tak że ich nosy prawie się ze sobą spotkały.
-Tęsknie za tobą.. -szepnął chcąc ją pocałować.
-No,no Granger nie wiedziałem że do tego służy biblioteka.. - usłyszeli dobrze im znany głos Zabiniego.
Ron zacisnął dłoń ze złości.
-Ron.. - szepnęła dziewczyna i złapała go za rękę.
-Nie twoja sprawa ,Zabini.. - odparł rudzielec wyrywając się Hermionie.
Brunet roześmiał się.
-Wydaje mi się że biblioteka jest miejscem publicznym i dostępnym dla wszystkich - zasugerował .
-Jak ci zaraz przywalę to wylądujesz w publicznym skrzydle szpitalnym.. - odparł Ron zaciskając dłonie jeszcze bardziej i podchodząc w jego kierunku.
-Ooo jaki groźny.. - zaśmiał się ślizgon.
-Oboje przestańcie ! - krzyknęła stając między nimi.
-Hermiono, proszę cie odsuń się.. - szepnął Ron.
-Nie mam zamiaru.. a ty Zabini zajmij się swoimi sprawami.. - wysyczała dziewczyna.
-Właśnie to robię, chciałem wziąć książkę do zielarstwa.. - odparł chowając ręce do kieszeni.
-Zabini czy to takie trudne znaleźć książkę ? - nagle krzyknął blondyn, podchodząc do reszty.
Spojrzał na gryfonkę, potem na Rona a na koniec pytająco na swojego przyjaciela.
-Przyłapałem ich na obściskiwaniu się między regałami.. - powiedział dumny z siebie Blaise.
Draco znów spojrzał na dziewczynę, która również na niego patrzyła, po czym wrócił spojrzeniem na przyjaciela.
-I co mam ci wręczyć za to medal ? - zapytał.
Brunet trochę się speszył na tą uwagę i spuścił głowę. Draco dostrzegł książkę którą trzymała Hermiona.
-Czy jak skończysz z niej korzystać - wskazał na książkę - podrzucisz mi do stolika ? - zapytał.
-W porządku - odpowiedziała dziewczyna i pociągnęła Rona do stolika ze swoim stosem książek, za nim atmosfera znowu by nabrała temperatury wrzenia.
Gdy już siedzieli Ron wciąż miał otwartą buzie.
-Skończysz już? - zapytała w końcu.
-Czy on właśnie poprosił cie o książkę ? - zapytał.
-No tak.. co w tym dziwnego ? 
-Co w tym dziwnego?! - powtórzył jej słowa. - Hermiona, Malfoy cie o coś poprosił, nie uważasz że to jest dziwne? 
Dziewczyna przeanalizowała jego słowa i przypomniawszy sobie wcześniejszego Malfoya musiała przyznać że Ron miał trochę racji.
-Może trochę, ale słuchaj może, sumienie go dręczy.. -zaczęła.
-On i sumienie?! - zakpił chłopak.
-A może po tym całym szlabanie coś się miedzy wami wydarzyło? - zasugerował.
Na czole Hermiony pojawiły się dwie kreski. Spiorunowała go wzrokiem powstrzymując się od uderzenia go którąś z ksiąg.
-Co to miało być? - zapytała nie ukrywając zdenerwowania.
-Sam też chciałbym wiedzieć co.. - burknął.
Gryfonka zamknęła książkę, próbując się uspokoić i nie krzyczeć na przyjaciela.
-Dobrze daj już spokój, to jego sprawa i jeśli naprawdę nie masz nic innego do roboty tylko mnie zagadywać to idź i męcz kogoś innego.  Mam jeszcze wiele do zrobienia. - zdenerwowała się dziewczyna i wskazała na drzwi.
Chłopak pokiwał tylko głową i wyszedł trzaskając drzwiami.


**** 

-Proszę.. - szepnęła dziewczyna kładąc książkę na stoliku.
Chłopak spojrzał na nią i uśmiechnął się.
-Dzięki.. - odparł sięgając po książkę.
Hermiona mimowolnie zerknęła na jego pergamin i niestety musiała się odezwać.
-Tu jest błąd -wskazała palcem na jego pracę - To był rok 1478 - udzieliła poprawnej odpowiedzi.
Draco spojrzał w sugerowany błąd.
-Ale w tej książce piszą że 1487 - odparł zdziwiony.
Hermiona spojrzała na książkę i uśmiechnęła się
-No tak, to jest ta książka którą, pewien uczeń poprzemieniał tak, by zrobić psikusa wszystkim prymusą, dlatego ja zawsze sprawdzam jeszcze inne źródła dla pewności. - odparła i odłożyła książkę.
-Głupi dowcip - przyznał.- Ale dzięki za informacje.. - powiedział patrząc na nią.
- A ty już skończyłaś? - zapytał po chwili.
-Tak na dziś mi wystarczy, mózg musi trochę odpocząć.. - uśmiechnęła się.
-Siedzisz tu cały dzień, powinnaś sie przewietrzyć bo dostaniesz księgoginy.. - stwierdził mówiąc bardzo poważnie.
Dziewczyna spojrzała na niego jak na idiotę.
-Nie ma czegoś takiego - odparła.
-Jeśli będziesz siedziała tylko w bibliotece to możliwe że to w końcu nastąpi.. - zaśmiał się.
-Spadaj - szepnęła i zmierzyła w kierunku drzwi.

*****

Pogoda dopisywała, chodź liście w większości już opadły było jeszcze dość przyjemnie. Pewna postać wędrowała właśnie po błoniach Hogwartu oddychając świeżym powietrzem. Musiała przyznać że blondyn miał jednak racje, sterta kurzu z książek powoli już jej doskwierała. Z oddali rozpoznała dwie osoby, gdy ją dostrzegli pomachali jej na przywitanie. Oboje wyglądali na szczęśliwych, mimo ciągłych potyczek, narażenia własnego życia dla dobra sprawy, ta dwójka była najlepszym przykładem prawdziwej miłości. Chodź oboje twierdzili że mieli po prostu wiele szczęścia, że są teraz razem to jednak dziewczyna wierzyła, że jakaś potężna moc czuwała nad nimi. Sama tak naprawdę nie wiedziała jak wygląda miłość. Ron był dla niej ważny ale on sam zmienił się od tamtych wydarzeń. Był teraz bardziej pewny siebie, bardziej zwracał uwagę na to by ludzie go dostrzegali, przecież to on pomógł ratować Hogwart, był bohaterem. Zaczął zwracać nawet uwagę co na siebie ubrać, co było dość dziwne. Damska część szkoły również wzdychała do niego z czego był bardzo zadowolony i nie ukrywał skromności. Brakowało jej tego niepewnego i zagubionego Rona, który w razie jakiejkolwiek krzywdy stanie w jej obronie.
Doszła gdzieś w głąb Hogwartu porośniętego krzewami. Przedarła się przez nie i dostrzegła starą fontannę również porośniętą roślinami. Za pomocą prostego zaklęcia doprowadziła to miejsce do ładu i oparła się o skrawek fontanny oglądając jej urzeźbienie. Była stara ale wyryte obrazy na niej były po prostu piękne i starodawne . Z prawej strony dostrzegła białe róże, co było dziwne o tej porze roku. Pomyślała że Hogwart nigdy nie przestanie jej zadziwiać swoim pięknem. Było to przecież magiczne miejsce. Siedziała tak jeszcze z 20 minut i żałowała że nie wzięła ze sobą jakiejś lektury. Mimo wszystko uznała że będzie tu przychodzić. 
Gdy wracała było już dość ciemno wszyscy powoli wracali do zamku. Stojąc na schodach dostrzegła blond włosy które zmierzały do zakazanego lasu. Nie potrafiła się oprzeć by za nim nie pobiec, sama sie sobie dziwiąc.W drodze przeklinała się w duchu za swoją ciekawość i modliła by chłopak jej nie dostrzegł. W końcu stanął na środku czekając na kogoś. Dziewczyna schowała się za drzewem i obserwowała całą sytuacje z ukrycia.
-Panie mój.. - usłyszała męski głos.
Wychyliła się jeszcze bardziej próbując dostrzec tą osobę, niestety nie rozpoznała mężczyzny, który był niższy od Draco oraz dużo starszy.
-Masz, wiesz co z tym zrobić. - powiedział chłopak wręczając mężczyźnie coś w rodzaju koperty.
-Tak panie.. - odpowiedział.
Gdy już miał odchodzić, blondyn go zatrzymał.
-A jak ona się czuje ? - zapytał.
-Bez zmian, panie.. czy coś jeszcze? 
-Nie to wszystko.. opiekuj się nią i w razie czego mnie informuj.. - odpowiedział.
W głowie Hermiony Granger pojawiło się tyle pytań na które chciała znać odpowiedź, niestety nie mogła tak po prostu podejść i zapytać się o co chodzi. Widząc że chłopak przeciera twarz ze zmęczenia, wiedziała że to na pewno nie jest nic przyjemnego i że ten chłopak ma poważny problem. Gdy odwrócił się w stronę Hogwartu, szybko się schowała. Na szczęście jej nie dostrzegł i ruszył przed siebie. Postanowiła że wyjdzie mu na przeciw, gdy tylko zniknął z jej oczu pobiegła inną drogą tak by być przed nim przy chatce Hagrida. 

****

Spojrzał na Hogwart którego tak nienawidził, przypominał mu tylko te najgorsze chwile jak ta gdy stał na wierzy astronomicznej i chciał zabić profesora Dumbeldora. Mimo wszystko nie potrafił tego zrobić, ale strach przed utratą najbliższych i tak zmusił go do próby tego uczynku.To on wpuścił śmierciożerców do zamku, to on widział jak dyrektor Hogwartu spada z wierzy astronomicznej, to on gościł w swoim domu Voldemorta, to on musiał udawać przed wszystkimi że wszystko jest w porządku. Jego sumienie również odezwało się gdy zobaczył Granger kiedy to jego szalona ciotka Belatrix torturowała ją w salonie, a on nie mógł nic zrobić. Do tej pory w snach widzi jak na niego patrzy a, ciało ugina się w wielkim cierpieniu. Za wszystkie te czyny czuł się winny, chodź na co dzień zakładał maskę by nikt nie mógł dostrzec tego bólu który nosi w sercu.
Wynurzył się z cienia lasu i dostrzegł ją przy chatce Hagrida. Uśmiechnął się do niej. Zastanawiając się dlaczego to zrobił.
-Czyli jednak nie chcesz być chora Granger? - zapytał podchodząc do niej.
Dziewczyna próbowała wyrównać oddech, ponieważ dopiero co przybiegła .
-mhm.. - jęknęła.
Chłopak podszedł bliżej.
-A co ty taka zdyszana? Biegałaś? - zapytał zdziwiony.
-Tak.. bo ja sobie... lubię... czasami... pobiegać.. - odparła.
-Wiesz nie jestem specjalistą ale, w tym stroju to chyba trochę trudniej.. - przyjrzał jej się jeszcze raz, gdyż miała na sobie obcisłe rurki,buty na koturnie i czarny płaszcz.
-Bo widzisz, nagle mnie tak naszło by pobiegać, a nie chciałam już wracać do zamku się przebierać.. -zaczęła wymyślać na poczekaniu kłamstwo.
-Acha.. - szepnął.
-To co wracamy? - zaproponowała dziewczyna.
-Granger a co ty taka chętna by mi towarzyszyć ? - zdziwił się chłopak.
-Chyba nie mam wyjścia, jest już ciemno i samej.. - zaczęła znów kłamać.
-Czekaj boisz się ? - zapytał
-Od razu boje.. może lepiej brzmi nie lubię -podkreśliła ostatnie słowo -sama chodzić po zmroku..- klasnęła w dłonie czując że uda jej się go przekonać.
-No nie wiem Granger, ludzie zaczną gadać.. - podrapał się po brodzie.
-Obiecuje że gdy będę już przy zamku, dam ci spokój..- zaproponowała.
-Dobra chodź.. - przeciągnął i schował ręce do kieszeni.
W końcu oboje ruszyli przed siebie. Dziewczyna chciała wykorzystać to że idą sami.
-Malfoy a co ty robiłeś o tej porze? - zapytała Hermiona przypatrując się mu z uwagą.
-A co to jakieś przesłuchanie? -zdenerwował się.
-Nie skąd, tak tylko pytam.. - szepnęła.
Chłopak spojrzał na nią i zrobiło się mu jej szkoda. 
-Dobra byłem się przejść bo nie chciałem zachorować na księgagine ok.. - powiedział ze spokojem.
-Zauważyłam że ostatnio dużo czasu przesiadujesz w bibliotece, trochę mnie zaskoczyłeś.. - przyznała.
-A co? że niby Malfoy to już nie może siedzieć w bibliotece ?  - zakpił.
-Nie o to chodzi, przez te 6 lat jak cię długiej pamiętam raczej omijałeś to miejsce..
-Tak, masz racje. Wiesz szkoła się kończy i chciałbym zaliczyć te egzaminy w miarę dobrze, chciałbym by rodzice byli ze mnie dumni.. - przyznał spoglądając gdzieś w dal.
Hermiona była bardzo zaskoczona tym wyznaniem. 
-Na pewno tak będzie.. - szepnęła do niego by go pocieszyć bo chyba sam w to do końca nie wierzył.
Resztę drogi przemierzyli w ciszy i gdy dotarli do zamku, Hermiona jak obiecała zniknęła by nikt ich nie dostrzegł, chodź oboje nie do końca chcieli odchodzić.





*****

Witam! Po długiej  nieobecności jestem :) Miałam straszny kocioł i brakowało mi czasu na kolejny rozdział. Z tego rozdziału jestem średnio zadowolona. po 2-u krotnym przeczytaniu słowo "książka" pojawiło się wielokrotnie XD Za co przepraszam :) Chciałam również podziękować Blair Avan która nie zraziła mnie oceną a tylko zmotywowała do działania :) Dziękuje :) Zapraszam do komentowania oraz życzę przyjemnej niedzieli ! 
Bibi








niedziela, 29 maja 2016

Rozdział III - Nagroda

Oboje zmierzali w ciszy w wyznaczone im miejsce. Czasami tylko zerkali na siebie czekając na zaczepkę z drugiej strony. Przeszli przez bramę Hogwartu, zrobiło się już chłodno więc dziewczyna za pomocą zaklęcia przywołała płaszcz którym natychmiast się okryła. Spojrzała na blondyna który poza marynarką i koszuli nie miał nic więcej na sobie. Nie chciała się jednak narzucać i nie odezwała się słowem. Wieczorową porą Hogwart wyglądał naprawdę cudownie na widok oświetlonego zamku, dziewczyna uśmiechnęła się, widok koił jej serce.  Chłopak dostrzegł jej zachwyt, lecz on sam skrzywił się tylko. Z jednej strony wolałby być teraz w domu przy mamie z drugiej zaś, wracać do pustego i dręczonego przeszłością domu też nie było interesującą opcją. Gdy dochodzili już do Hogsmeade, dziewczyna przypomniała sobie ostatni raz kiedy tu byli wraz Harrym i Ronem i niepostrzeżenie próbowali dostać się do zamku. Teraz to miejsce znów było takie jak dawniej. Stanęli przed znajomymi drzwiami Hermionie i weszli do środka.
W środku panowała zabawa, widocznie mieszkańcy zebrali się na jakieś zgromadzenie. Było wiele czarownic i czarodziei których Hermiona rozpoznawała. Wszyscy dobrze się bawili nawet brat Albusa Dumbledora. Gdy ich dostrzegł szybko do nich podszedł.
-A więc wy przyszliście na szlaban - domyślił się przekrzykując hałas.
-Tak to my ..- dziewczyna próbowała się uśmiechnąć, ale było jej wstyd że człowiek który im wcześniej pomógł ratować Hogwart teraz widzi ją na szlabanie.
Nauczyciel spojrzał na Dracona.
-Ty młody człowieku idziesz do łazienki sprzątać.
Blondyn zmierzył go wzrokiem typu "że co mam zrobić"
-Radziłbym ci się przebrać bo w tym to bardzo szybko się pobrudzisz.. - nie mógł powstrzymać się od uśmiechu.
-Podejdź do Dorothy, da ci coś na przebranie - dodał wskazując na wesołą kobietę stojącą za barem.
Chłopak już chciał zaprzeczyć ale nauczyciel go zignorował i teraz pociągnął za ramię Hermione, po czym usiedli przy stoliku i zaczęli rozmowę.
-Panno Granger, myślałem że jest pani za mądra na kary, nawet byłbym skłonny uwierzyć, gdyby ktoś powiedział mi że to pomyłka.
Dziewczyna posmutniała.
-Niestety to nie jest pomyłka..
Mężczyzna uśmiechnął się.
-Skoro to nie jest pomyłka to jestem pewien że zrobiła pani coś w słusznej sprawie tylko regulamin Hogwartu twierdzi inaczej.. - mimo wszystko próbował jej bronić.
Hermiona uśmiechnęła się czując że nikt nie będzie się nad nią pastwił. Wyjaśniła więc mężczyźnie całe zajście z poranka a potem rozmowę u pani McGonagal, gdy doszła do kwestii że Draco uderzył dziewczynę musiała szybko uspokajać nauczyciela że doszło do nie porozumienia i nic takiego nie miało miejsca, bo ten zamierzał porozmawiać na osobności z młodzieńcem.
-Cieszę się że miałem racje.-oznajmił - Wobec tego zasłużyła pani na toast a nie na karę, tu obowiązuje inny regulamin.. - uśmiechnął się po czym wstał i poprosił o ciszę.
Draco który akurat ubierał na siebie fartuch, również spojrzał w tamto miejsce.
-Dorothy poproszę 6 głębszych. A wy moi kochani posłuchajcie. Ta młoda kobieta- tu wskazał na Hermione która zrobiła się czerwona jak burak - była dzisiaj bardzo szlachetna wobec swojej koleżanki którą mężczyzna uderzył, broniła ją niczym lwica, należy jej się za to toast! -krzyknął. Oczywiście pominął kwestię że doszło do nieporozumienia, więc Draco strasznie się poirytował.
Wszyscy krzyknęli hura oraz podnieśli kieliszki. Kobieta o imieniu Dorothy przyniosła 6 głębszych i postawiła przed dziewczyną. Dumbledore podniósł tylko jednego a jej kazał wypić wszystkie pozostałe.
-Nie ja nie pije.. - szepnęła Hermiona do mężczyzny.
Ten nachylił się przy niej i coś szepnął po czym Hermiona złapała jeden kieliszek i wypiła wszyscy za wiwatowali i czekali na następny, gdy miała wypić ostatniego w tedy wszyscy wypili i swoje, po czym znów krzyknęli hura.
-Tak to się u nas robi ! - wrzasnął nauczyciel.
-A teraz muszę cie przeprosić ale sprawdzę jak ten elegancik sobie radzi.
Dziewczyna zaśmiała się i kiwnęła głową po czym usiadła bo lekko zakręciło jej się w głowie. Nie trwało to jednak długo bo w gospodzie grała muzyka i parę osób tańczyło. Jeden z czarodziei podszedł do dziewczyny i zaprosił ją do tańca na co Hermiona się zgodziła. Blondyn obserwował ją przez chwile jak się bawi czując się nie sprawiedliwie, oraz był bardzo zdziwiony zachowaniem dziewczyny. W zasadzie widział ją pierwszy raz pijącą 5 szotów na raz a teraz bawiącą się wraz innymi, przy pieśniach starych muzyków. Była przy tym bardzo naturalna.Gdy się potknęła lub przydeptała partnerowi nogę automatycznie przepraszała, co tylko przypominało chłopakowi że to ta sama dziewczyna z biblioteki. Miała w sobie ten dziwny urok który urzekł wszystkich.
-Ładna.. - usłyszał męski głos, spojrzał na mężczyznę ze zdziwieniem.
-Kto? - zapytał.
-Ona.. - wskazał na Hermione.
Draco pokręcił głową.
-Nie sądziłem że profesor ma chrapkę na uczennice.. - zaśmiał się blondyn.
Mężczyzna spojrzał na niego złowrogo.
-Czy ty żeś zgłupiał do reszty? - podniósł głos.
-Sam przecież profesor powiedział że ładna..
Dumbledore pokręcił głową.
-Ta dziewczyna ma coś w sobie...coś dzięki czemu lodowate serca takie jak twoje topnieją.. Dlatego jest ładna, a równie dobrze mogłaby być moją wnuczką więc daruj sobie takie uwagi młodzieńcze.. - na koniec klepnął go w ramie.
Draco stał jak wryty. Nie wierząc własnym uszom. Czy Dumbledore właśnie stwierdził że ma lodowate serce. Sam nie rozumiał co ten człowiek chciał mu powiedzieć, ale stwierdził że widocznie alkohol mu nie służy.
-Dobra zrobiłeś swoje..  masz- i postawił przed nim 3 kieliszki.
Blondyn znów był zaskoczony, chciał się nawet kłócić że to nie wychowawcze ale skoro Hermiona wypiła aż 5 to jemu też się coś należy. Oboje posiedzieli jeszcze 2 godziny i w końcu Dumbledore ich wygonił.
-Zmykajcie, jutro szkoła, nie chce słyszeć że któregoś z was nie ma na lekcjach.. - pogroził palcem i pożegnał się z dwójką.
Dziewczyna gdy wyszła na świeże powietrze wciąż miała rumieńce na twarzy, ale cały czas się uśmiechała i chodziła troszkę koślawo. Chłopak wsadził dłonie do kieszeni i szedł tuż przy niej.
-Która godzina ?- zapytała dziewczyna wciąż się uśmiechając.
- Po 23:00 - odparł.
-Już ? - zdziwiła się .
Chłopak mimo wszystko zaśmiał się widząc jej zdziwioną twarz.
-Już.. - przytaknął.
-Ale mnie nogi bolą.. - znów zaczęła dziewczyna.
-A co się dziwić... ale ci co z tobą tańczyli mieli o wiele gorzej.. - zasugerował.
-Oj tam, oj tam - skomentowała dziewczyna.
W pewnym momencie gryfonka zaczęła wchodzić tylko na większe kamienie tak by nie nadepnąć na ziemie.
-Granger co ty robisz? - nie ukrywał zdziwienia.
Szatynka odwróciła się w jego kierunku.
-Powiem ci ale musisz obiecać że nikomu nie powiesz..
-Tego nie mogę obiecać. - zaśmiał się blondyn.
-No to ci nie powiem. - szepnęła i spojrzała przed siebie.
Chłopak podszedł bliżej widząc że jej kroki jednak są nie pewne. Wiedział że nawet jak by zaproponował by szła normalnie nie wygrałby z nią, w końcu to Granger.
-Dobra przekonałaś mnie.. zdradź mi tą tajemnice.. - w duchu przeklinał się za to że był tak ciekawy.
Dziewczyna znów spojrzała w jego kierunku.
-Musisz dać słowo honoru bo inaczej się nie liczy i koniec..
-Co? - był coraz bardziej zdziwiony. -Dobra słowo honoru..
-Stań na tym kamieniu.. - poprosiła.
Draco przez chwile się zastanawiał ale w końcu zrobił jak prosiła.
-No i ? - zapytał.
Gryfonka spojrzała na niego i uśmiechnęła się promiennie.
-Widzisz, gdy byłam dzieckiem, wyjeżdżałam z rodzicami nad morze lub w góry i wyobrażałam sobie w tedy że ziemia to lawa a kamienie są jedyną drogą do przejścia,nie zawsze było to łatwe bo czasami doskoczyć z jednego kamienia na drugi było naprawdę trudno... - zanurzyła się we wspomnieniach.
-Ale po co? - zapytał szukając sensu.
Dziewczyna pokiwała głową.
-Widać że mało się bawiłeś za dziecka. Nie było w tym celu, liczyła się tylko zabawa. - odpowiedziała wskakując na kolejny kamień.
Blondyn spojrzał na Hermionę i gdy nie patrzyła przeskoczył na drugi kamień.
-Słyszałam.. - odwróciła się, jak gdyby przyłapała go na gorącym uczynku.
-Chciałem spróbować.. - zaczął się tłumaczyć po czym zszedł z kamienia i postanowił iść normalnie.
-Przecież nikt nie patrzy... - zaśmiała się dziewczyna i również zeskoczyła z kamienia.
Straciła równowagę i cofnęła się do tyłu, gdyby nie blondyn upadłaby na plecy.
-Uważaj trochę Granger.. - wycedził natychmiast oddalając się od niej .
-Dzięki.. - szepnęła , również poczuła się niezręcznie gdy ją złapał.
Znów szli w milczeniu. Gryfonka rozłożyła dłonie i pochyliła głowę do tyłu patrząc w gwiazdy.
-Jutro będzie ładna pogoda.. - szepnęła.
-Skąd to wiesz Granger? - zaciekawił się i również spojrzał w niebo.
-Bo jest czyste niebo i pełno gwiazd..  - wyprostowała się by znów iść przed siebie.
Malfoy obserwował ją od kąt wyszli i musiał przyznać że zachowywała się jak nie dziewczyna która wszędzie chodzi z książkami.
-Nie znam cie.. - powiedział raczej do siebie niż do niej.
Szatynka jednak usłyszała jego komentarz.
-Tak naprawdę ja też cie nie znam.. - zatrzymała się na chwile i w końcu wyciągnęła przed siebie rękę. - Chciałam cie przeprosić.. powiedziała w  końcu.- sama nie była pewna czy dobrze robi.
Widać było że nie przychodzi jej to łatwo. Chłopak również nie wierzył własnym uszom.
-Proszę, proszę, Granger przeprasza ślizgona.. - nie obeszło się bez komentarza blondyna, który uścisnął jej dłoń.
-Malfoy nie przeginaj .. - szepnęła i po chwili schowała dłoń do kieszeni.
-Nie myśl sobie że te przeprosiny coś zmienią między nami.. - dodał uśmiechając się podejrzliwie.
-Na to bym nie liczyła.. - odpowiedziała dziewczyna również spoglądając na chłopaka.
-A swoją drogą to dziwna była ta kara.. - szybko zmienił temat.
Hermiona zaśmiała się.
-Tak najlepsza kara na jakiej byłam - potwierdziła.
Resztę drogi przeszli w milczeniu i gdy weszli każdy, zmierzył w kierunku swojego domu.
-No to cześć - rzucił chłopak.
-Cześć - odpowiedziała nawet już na niego nie patrząc.

****

W pokoju panował mrok, na palcach podeszła do lampki nocnej i zapaliła światło. Spojrzała na współlokatorkę która przekręciła się na a drugi bok. W głębi cieszyła że się nie obudziła bo zapewne wypytywałaby ją o wszystkie szczegóły a, czując alkohol z pewnością było by jeszcze gorzej. Hermiona szybko wzięła prysznic i przebrała się w piżamę. Szczęśliwa że jest już w swoim łóżku zgasiła światło. Rozmyślała o dzisiejszym dniu sama dziwiąc się swojej reakcji na widok płaczącej Pansy. Może ta cała wojna o Hogwart i męcząca przygoda z horkruksami czy też znęcająca się nad nią Bellatrix odcisnęła na niej piętno. Gdzieś w głębi wciąż była tą sama Hermioną Granger ale te wszystkie wydarzenia z przeszłości uczuliły ją na niektóre rzeczy. Przekręciła się na drugi bok i teraz myślami była znów przed wioską w Hogsmeade z wyciągniętą dłonią w stronę Malfoya. Tak naprawdę nie zamierzała go w ogóle przepraszać, ale skoro wojna się skończyła a on tak naprawdę nie uderzył Pansy to należały się mu przeprosiny. Teraz przynajmniej ma czyste sumienie i mogła spokojnie zasnąć.


****


Gdy przyszedł do pokoju świeciła się lampka nocna, a przy niej stała najmniej wyczekiwana osoba.
-Parkinson.. -  powiedział poirytowany.
Dziewczyna wzdrygnęła się lekko ale nie wyszła.
-Czego chcesz ? - zapytał ściągając marynarkę i podchodząc do barku.
-Chciałam porozmawiać.. - zaczęła nie mając odwagi spojrzeć mu w oczy.
-O czym ? - zapytał zdumiony upijając łyk z kieliszka. - Myślę że nie mamy nic sobie do powiedzenia... - dodał.
-Ja chciałam cie przeprosić.. - zaczęła.
Chłopak zaśmiał się, przypominając sobie dzisiejsze przeprosiny. Dziewczyna nie przejęła się jednak i ciągła dalej.
-Gdy siedziałam na ławce sama podeszła do mnie ta szlama i pytała co się stało... Kazałam jej spadać ale ona wciąż wypytywała, byłam taka zmęczona płaczem że wyszeptałam tylko twoje imię, a ta idiotka pobiegła cie szukać. - skończyła i usiadła na fotelu bawiąc się kawałkiem sznurka z płaszcza.
Chłopak słuchał jej wypowiedzi i był coraz to bardziej zdziwiony.  W końcu usiadł na przeciwko dziewczyny i uśmiechnął się z wyższością.
-Ale ty jesteś głupia.. - nie mógł się powstrzymać.
-Ale Draco..
-Nie dość że Granger stanęła w twojej obronie , chodź i tak nie miała racji to ty masz jeszcze czelność przychodzić do mnie i obwiniać ją że ci pomogła? - zapytał już ze złością.
-To nie jej sprawa! - uniosła się.
-Tu muszę przyznać ci racje.. ale jeśli miałabyś odrobinę godności to nawet byś do mnie nie przyszła, myślałem że jaśniej wyrażać się nie da, ale ty jesteś najwidoczniej tępa! - wrzasnął podchodząc do drzwi.
Dziewczyna miała łzy w oczach.
-Draco przepraszam.. - jęknęła.
-Za co? - zapytał.
-Za wszystko..
Chłopak pokiwał głową i otworzył drzwi z pokoju.
-Wyjdź i nie przychodź do mnie do pokoju jak mnie nie ma.. - podkreślił.
Dziewczyna powoli wstała i zmierzyła go smutnym spojrzeniem.
-Komuś powinnaś podziękować a, nie mnie przepraszać.. - dodał gdy stała już przy drzwiach.
-Komu ? - zapytała zdziwiona.
Blondyn nie ukrywał poirytowania.
-Granger idiotko! - wrzasnął i trzasnął drzwiami.



****

Kochani ! Kolejny rozdział gotowy, powoli, powoli dramione kiełkuje :) Zapraszam ko komentowania i życzę miłej niedzieli :) Bibi

niedziela, 22 maja 2016

Rozdział II - Nienawiść

 Dwóch chłopaków stało na szkolnym korytarzu i zawzięcie dyskutowali o wydarzeniach z poprzedniej nocy, wydając przy tym dziwne dźwięki i wiwaty.
-Oj stary mówię ci że ta Ashly to całkiem ciekawa dziewczyna..  - zaśmiał się Zabini.
-Ciekawa ? - zdziwił się Draco. -A co miałeś czas rozmawiać ? - dodał.
-Mało rozmawialiśmy.. ciekawe rzeczy mi pokazywała i tyle.. - odpowiedział brunet.
Na te słowa oboje wybuchnęli śmiechem . Parę dziewczyn przyglądało się tej dwójce i wzdychało na ich widok. Nagle tą grupkę dziewczyn przepchnęła rozłoszczona szatynka, stając na przeciw chłopaka o imieniu Draco. Chłopak widząc co sie dzieje oparł si luzacko o ściane i czekał na przebieg zdarzeń.
-Ty gnojku ! - wykrzyknęła dziewczyna zaciskając dłonie w pięści.
Chłopak zaśmiał się widząc że ma też i widownie.
-Gnojku powiadasz? A kim ty jesteś by mnie tak nazywać ? - rozejrzał sie po kprytarzu oczekując wiwatów na jego cześć.
-Zamilcz! - krzyknęła.
Chłopak udawał przestraszonego.
-Do twojego obrażania mnie czy, innych tylko dlatego że urodził się w mugolskiej rodzinie już się przyzwyczaiłam, ale do tego by uderzyć dziewczynę nigdy nie przywyknę! Nie pozwolę na to tak fretkowatej wywłoce jaką jesteś Malfoy! - wrzasnęła tak że dwie dziewczyny podskoczyły z przerażenia.
Chłopak teraz nachylił się i z niedowierzaniem pokręcił głową,jak by go pomyliła z kimś innym.
-Źle się czujesz Granger czy coś brałaś? -zapytał robiąc poważną minę.
-Jesteś cynicznym, gburowatym, zakochanym w sobie damskim bokserem.. - wycedziła przez zęby po czym splunęła na niego.
Zrobiło się coraz większe zbiorowisko i na ten widok większość zabuczała, tylko dziewczyny zakochane w Draconie powstrzymały się od piśnięcia zatykając usta dłonią. Chłopak przetarł twarz dłonią i z wściekłością spojrzał na dziewczynę.
-To był błąd Granger - krzyknął.
-Bo co? - zapytała dumna z siebie dziewczyna - Mnie też uderzysz?
-Szkoda by mi było mojej ręki na tak brudną szlame! - wrzasnął.
-Co się tu dzieje? - usłyszeli głos profesor McGonagal która wyrosła pomiędzy nich jak z ziemi.
-Niech pani zapyta tego tchórza! - krzyknęła Hermiona wskazując na chłopka.
-Panno Granger bez krzyków proszę, panie Malfoy co się tu dzieje?
-Ta głupia Granger ma jakieś napady nie wiem, warto to zbadać może ma wściekliznę.. -próbował rozbawić towarzystwo.
-Dosyć ! - krzyknęła kobieta.
-Wy dwoje widzę was w moim gabinecie. Reszta proszę się rozejść, za chwile rozpoczynają się lekcje.
Wszyscy rozproszyli się po korytarzu i teraz została tylko Hermiona oraz Draco z Zabinim.
-Panie Zabini, panu również dziękujemy, a wy za mną .
- Widzimy sie później.. - szepnoł brunet na co Draco kiwnoł glową i ruszył za dyrektorką.

****

Gabinet dyrektora nie zmienił się od czasów Dumbeldora. Było natomiast więcej kwiatów, oraz czuć było damskie perfumy. Z nad biurka, w jednym z portretów byłych dyrektorów uśmiechał się profesor Dumbeldore , dodając tym kobiecie otuchy.
-Siadajcie. - poprosiła kobieta również zasiadając za biurkiem.
Oboje usiedli na przeciw nauczycielki, odsuwając się od siebie jak najdalej się tylko da.
-Myślałam że chociaż po wojnie wasze stosunki się uspokoją.. - zaczęła.
-Panno Granger proszę mi powiedzieć co się stało
Dziewczyna wyprostowała się i zaczęła opowiadać jak spotkała Pansy Parkinson rozpłakaną i uderzoną przez Dracona Malfoya, którego publicznie zwyzywała przed szkołą za to co zrobił.
Kobieta spojrzała na chłopaka który był bardzo zdziwiony tym co powiedziała jego przedmówczyni.
-Panie Malfoy czy to prawda ? zapytała.
-Oczywiście że nie! -oburzył się chłopak obarczając Hermione nienawistnym spojrzeniem.
-Pani profesor, jeśli mogę coś dodać.. - przerwała dziewczyna.
-Tak, proszę..
-Proszę spojrzeć na jego dłoń, jest spuchnięta, oraz lekko obdarta.
Chłopak również spojrzał teraz na swoją rękę która zaczynała faktycznie puchnąć, widocznie zbyt mocno uderzył w ścianę.
-Granger żartujesz sobie ? - zapytał poirytowany.
-A czy wyglądam jak bym żartowała?
-Dosyć! - przerwała im dyrektorka.
-Panie Malfoy jak pan wyjaśni opuchniętą dłoń?
Chłopak wstał zdenerwowany  całą tą sytuacją.
-Nie no to już się robi idiotyczne.. Faktycznie spotkałem Parkinson ale jej nie uderzyłem tylko, uderzyłem w ścianę.. - zaczął
-Kłamiesz - podsumowała dziewczyna patrząc na niego z pogardą.
-Kim ty jesteś Granger co ? Wtrącasz się w rzeczy przy których nawet cie nie było! - wrzasnął na nią siadając na krześle.
-Wystarczy mi że widziałam Pansy, zresztą sama mi powiedziała że to ty..
-Co takiego ? - nie wytrzymał i uderzył tą samą ręką w biurko i zasyczał z bólu.
-Panie Malfoy czy jest pan poważny? - zapytała już podenerwowana dyrektorka.
-Cały czas jestem poważny, z całym szacunkiem pani profesor ale te dwie wariatki chcą mnie wrobić w coś czego nie zrobiłem. - skrzywił się z bólu.
-Dobrze, porozmawiam z panią Parkinson i myślę że wyjaśnimy całe to zajście. Nie zmienia to jednak faktu że wy oboje macie szlaban oraz odejmuje waszym domom po 20 pkt.Dziś przyjdziecie do mojego gabinetu o 20:00.
-Pani profesor.. -jęknęła szatynka.
-Panno Granger, rozumiem że miała pani dobre intencje ale takie rzeczy załatwia się inaczej myślałam że pani nie muszę tego tłumaczyć.
-Rozumiem..- szepnęła dziewczyna.
-Myślę że możecie się rozejść do klas, a pan panie Malfoy najpierw niech pan pójdzie do skrzydła szpitalnego,ta ręka nie wygląda za ciekawie.
Oboje wyszli bez słowa. Gdy drzwi zamknęły się za nimi posłali sobie zabójcze spojrzenia.
-Zapłacisz mi za to Granger - syknął.
-Daruj sobie.. - odpowiedziała i poszła w drugim kierunku.

****

W czasie lanchu wszystkie domy komentowały dzisiejsze zdarzenie jakie miało miejsce na korytarzu. Głównym tematem był Draco i Hermiona, gdyby urządzić głosowanie to zebraliby po połowie głosów ponieważ strony były podzielone co do racji.
-Hermiona zjedz coś.. - szepnął jej nad uchem przyjaciel i podsuwając talerz z tostami i owocami.
-Dzięki Harry, ale jakoś nie jestem głodna.. - odpowiedziała próbując odsunąć talerzyk.
-Jedz - powiedział stanowczo Ron.
Dziewczyna nie miała wyjścia więc zjadła 2 tosty i parę malin.
-Lepiej? - zapytała patrząc na przyjaciół.
-Napij się jeszcze soku.. - zasugerowała Giny, którą rozbawiło nadopiekuńczość chłopaków.
Hermiona przewróciła oczami i sięgnęła po napój.
-A tak na poważnie, co ci strzeliło do głowy by się z nim kłócić ? - zapytał w końcu Harry a pozostała dwójka zwróciła się w jej kierunku.
-Nie wiem, to był impuls, gdy zobaczyłam rozpłakaną Pansy zrobiło mi się jej żal.. - zaczęła.
-No nie wierze zrobiło ci się żal ślizgonki.. - jęknął Ron.
-Ślizgon czy nie, kobiety się szanuje..
-Tu się z tobą zgodzę - przyznał Harry i przytulił dziewczynę ramieniem.
-Dzięki..
-Hermiona a możesz  mi obiecać że jak jeszcze raz będziesz chciała bronić jakiegokolwiek ślizgona, wpierw powiesz nam o tym? - zapytał opierając się o stół.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego i przytuliła go najmocniej jak potrafiła.
-Spokojnie.. bo mnie udusisz.. - zaśmiał się chłopak uwalniając z uścisków przyjaciółki.
-Dobra kochani ja uciekam bo zaraz mam numerologie.. - oświadczyła po czym wstała i zmierzała do wyjścia, gdzieniegdzie słysząc szepty z jej imieniem, oraz Dracona.
"Dziwne że nikt nie wspomniał o Pansy. Głównie to ona najbardziej ucierpiała" - pomyślała wychodząc z wielkiej sali.

****

-Oj Malfoy ale masz dzisiaj dzień.. - zaśmiał się Blaise, klepiąc go po ramieniu.
-Nie chciałbym być teraz w twojej skórze.. - dodał dolewając sobie ognistej.
-Głupia Granger, wtyka nos w nie swoje sprawy.. - powiedział blondyn opierając głowę na rogu sofy.
-Druga sprawa, po co Pansy jej powiedziała że ją uderzyłeś? - zapytał brunet opierając się o stolik.
Draco spojrzał na niego znając już odpowiedz.
-Pewnie chciała mi dokopać, ale wzięła sobie nie odpowiednią broń jaką jest Granger..
-A właśnie i co powiedziała ci McGonagal ? - zapytał.
Chłopak spojrzał w sufit i podrzucił małą piłeczkę po czym ją złapał.
-Wyjaśniło się że Pansy skłamała, bo ta łamaga tak naprawdę potknęła się i wywróciła, stąd ta rozwalona warga.. no ale i tak mam przyjść o 20:00 do tej wiedźmy na odbycie kary..- powiedział po czym znów rzucił piłeczkę do góry.
-A co to za kara?- dopytywał przyjaciel.
Blondyn spojrzał na niego.
-Sam jestem ciekaw, najchętniej odwiedziłbym zakazany las porzucając tą szlame na pożarcie jakiejś dzikiej bestii.. -odpowiedział.
-Ty to masz pomysły..
-Całkiem niezłe - zaśmiał się siadając.
Przetarł twarz i spojrzał na zegarek. Dochodziła 20:00
-No to idę - jęknął niezadowolony.
-Tylko jej nie zabijaj.. dodał.
-Kuszące, kuszące.. zaśmiał się blondyn i wyszedł z pokoju.

***

Kobiety- nie można bez nich żyć ale z nimi żyć też się nie da, zawsze są przez nie problemy . Pomyślał chłopak zmierzający na spotkanie z profesor McGonagal. W duchu chciał aby ta kara była jak najlżejsza i by była z dala od Granger, z drugiej strony ta pewnie zrobi cała robotę za niego, bo przecież jest prymusem i nie chciałaby zawieść nauczycieli. Doszedł do drzwi i rozejrzał się wokoło ale nigdzie nie widział dziewczyny.
-Pięknie jak ja teraz mam wejść skoro nie znam hasła.. - przeklął się w duchu.
Nagle usłyszał czyjeś kroki i dostrzegł że z końca korytarza biegnie jakaś dziewczyna, domyślił się że to Granger.
-No, no Granger spóźniona? -zapytał.
Dziewczyna zmierzyła go spojrzeniem i próbowała wyrównać oddech. Chłopak dostrzegł również torbę pełną książek którą trzymała na ramieniu.
-Swoją drogą to już chyba po lekcjach dawno a ty z książkami ? - zapytał.
-Byłam w bibliotece, a ty czemu nie w środku? - zapytała.
Chłopak nie chciał się przyznać że nie pamięta hasła.
-Bo widzisz Granger w moich stronach dżentelmen czeka na kobietę nawet gdy się spóźnia..i nawet jeśli jesteś nią ty - zaczął patrząc na nią z pogardą.
Dziewczyna spojrzała na niego złowrogo.
-Mhm.. a ja myślę że po prostu nie pamiętasz hasła...cytrynowy sorbet - powiedziała a posąg z wielkim feniksem poruszył się ku górze, więc dziewczyna stanęła na pierwszy podest a Draco stanął tuż za nią.
Nie mogła powstrzymać się by nie spojrzeć na niego z wyższością, mimo iż w jego oczach zawsze będzie szlamą zawsze będzie starała się być od niego lepsza pod każdym  względem. Gdy byli już pod drzwiami dyrektora, chłopak zatrzymał dziewczynę i spojrzał jej prosto w oczy.
-Wierzysz że jej nie uderzyłem ? - zapytał bardziej z ciekawości.
Przez chwile spojrzała w jego niebieskie oczy.
-Tobie ? Nigdy!
Wyrwała się z uścisku. Nastała cisza.
-Ale McGonal mi powiedziała że jej nie uderzyłeś, nie zmienia to jednak faktu jak ją potraktowałeś.. - w końcu Hermiona ją przerwała.
Chłopak był poirytowany.
-Granger zajmij się swoimi książkami, dobrze ci radzę.. - syknął.
-Będę robić co uważam za słuszne Malfoy !
Drzwi do gabinetu otworzyły się.
-Umawiałam się z wami w gabinecie nie przed drzwiami.. - powiedziała McGonagal.
-Zapraszam do środka.. - dodała,wpuszczając dwójkę do środka.




****

No i jest kolejny rozdział mam nadzieje że będzie wam się podobał. Tak czy siak zapraszam do komentowania. Kolejny rozdział za tydzień :) Buziaki. Bibi




niedziela, 15 maja 2016

Rozdział I - Tylko czas

-Ron zwolnij z tym nakładaniem bo wyglądasz jak byś nigdy nie jadł.. - szepnęła rudowłosa dziewczyna.
Hermiona spojrzała na tą dwójkę i uśmiechnęła się do nich.
-Głodny jestem.. - jęknął i nakładał dalej.
Harry siedział przy Hermionie i obserwował grono nauczycielskie, które uległo większej zmianie, uniósł rękę w geście przywitania Hagrida. Dziewczyna również spojrzała w ich kierunku. Brakowało Severusa Snape oraz dawnego dyrektora którego wszyscy uwielbiali Dumbledora.
-Ciekawa jestem kim będzie nauczyciel obrony przed czarną magią.. - powiedziała dziewczyna.
-Nie wiem, zniosę wszystko byle nie Dolores Umbridge.. - szepnął wybraniec.
Hermiona na sam dźwięk tego imienia posztywniała i mimowolnie spojrzała znacząco na Harrego by tak nie żartował.
-Spokojnie. - uśmiechnął się okularnik i przytulił przyjaciółkę.
Nastała cisza w wielkiej sali i wszyscy spojrzeli teraz na grono pedagogiczne.
-Witam was serdecznie w starym oraz nowym Hogwarcie..- zaczęła znana wszystkim Minewra McGonagal.
-Po wydarzeniach jakie miały miejsce jeszcze nie tak dawno, po śmierci Voldemorta oraz zasługach szkoły i was tu zgromadzonych.. - przerwała, po czym spojrzała na stół Slytherinu. - no prawie wszystkich.. szkoła znów może być otwarta dla uczniów. Myślę że teraz będzie tylko lepiej. Chciałam również powiedzieć że po wcześniejszym obradą zostałam dyrektorem Hogwartu.
Nastały gromkie brawa i wiwaty, widać było wzruszenie kobiety, która dyskretnie otarła łzy.
-Dziękuje kochani, obiecuje wam że postaram się być równie dobrym dyrektorem jak wspaniały Dumbeldore.. no ale cóż nastały też zmiany i nowości w szkole, może jako pierwszą powiem że mamy nowego nauczyciela obrony przed czarną magią jest nim Aberforth Dumbledore.
Wszyscy byli zaskoczeni ale powitali nauczyciela gromkimi brawami.
-Ja nadal będę uczyć transmutacji, nie martwcie się. - uśmiechnęła się, gdzieniegdzie słysząc jęki. - Natomiast nowym opiekunem domu Slytherinu zostaje Horacy Slughorn.
Jak na Slytherin przystało większego entuzjazmu nie było ale profesor uśmiechnoł sie przyjaźnie.
-Przypominam również że wejście na trzecie piętro jest zakazane, na dziś już wszystko.. zostało mi tylko jedno Witajcie w Hogwarcie !

****

Dochodziła 23:00 chłopak o niebieskich oczach siedział wygodnie w fotelu trzymając w ręku szklankę z bursztynowym napojem, rozmyślając o wydarzeniach sprzed kilku dni .
Wiedział że cokolwiek by postanowił i tak by się nie udało. Teraz liczył się tylko czas którego niestety nie wszyscy mieli wystarczająco. Ojciec po wojnie z Voldemortem parę dni później sam się przyznał że był śmierciożercą co i tak większość już dawno się domyśliła i został skazany na 6 lat w Azkabanie. Matka Dracona popadała w depresję,  jej udało uniknąć się kary, jako że jest matką i ma obowiązek wobec syna, Lucjusz Malfoy zadbał o to by jego rodzina jak najmniej była we wszystko zamieszana i niczego im nie brakowało. Powierzył synowi wszystko co miał. Warunkiem było by Draco skończył szkołę oraz pomagał matce, teraz to on był głową rodziny. Po skończeniu szkoły miał odziedziczyć również rodzinny interes, jednak on nie do końca był na to gotowy. Do tej pory wiódł wygodne życie. Ze wszystkich jego problemów, zachcianek ratował go zawsze ojciec. Teraz miało się to wszystko zmienić. Ostatnie dni w domu były najgorsze, matka wstawała w nocy, siadała w salonie lub w ogrodzie i płakała. Nie potrafiła pogodzić się że jej mąż przebywa teraz w Azkabanie,mąż który zawsze przy niej był, nie ważne że nie był tym ideałem partnera na całe życie, też były gorsze dni, ale zawsze przy nich był. Wiedziała że cokolwiek by się nie stało zawsze zrobi wszystko by ją obronić, teraz tego poczucia bezpieczeństwa jej zabrakło. Wojna również zrobiła swoje, odbijając piętno na całej jej rodzinie. Wszyscy którzy byli po stronie Voldemorta nie specjalnie się tym szczycili. Również Draco Malfoy próbował schować to gdzieś głęboko w sobie i zapomnieć, próbować żyć i ratować to co zostało czyli rodzinę.
Dźwięk tłuczonego szkła przywrócił blondyna do pokoju wspólnego Slytherinu.
-Cholera Pansy.. - przeklnął wstając z fotela i podchodząc do dziewczyny, która leżała na ziemi.
-Draco..  - wymamrotała.
-Co się stało ? -zapytał jeden ze ślizgonów podchodząc natychmiast do dziewczyny.
-A co twoim zdaniem mogło się stać? Widzisz że za dużo wypiła ! - wrzasnął chłopak, próbując podnieść dziewczynę.
-Co tak stoisz posprzątaj to ! - dodał wskazując na rozlaną butelkę z alkoholem.
-Jasne.. - odparł.
Draco zaniósł dziewczynę do jej dormitorium i położył na łóżku. Rozejrzał się po pokoju, na drugim łóżku leżała jej współlokatorka  Dafne Greengrass., która również nie szczędziła alkoholu i dawno już spała. Przeczesał głowę dłonią i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. Przy kominku czekał już na niego Zabini który najwidoczniej usłyszał co się stało. Draco podszedł do niego i szybkim gestem wyciągnął od niego szklankę z whisky i napił się łapczywie.
-Co za idiotka ! - wrzasnął, biorąc kolejny spory łyk.
-Słyszałem, jutro będą gadać że to z twojego powodu.. - podsumował Zabini.
Oboje usiedli na sofach .
-Tępa idiotka, zapłaci mi jeszcze za to.. myśli że takim zachowaniem zwróci na siebie uwagę, albo że weźmie mnie na litość.. - zaczął blondyn.
-Widzisz przyjacielu, to są uroki bycia popularnym.. - próbował rozluźnić atmosferę.
Chłopak uśmiechnął się do niego.
-Dziś słyszałem jak chwaliła się paru osobą że jesteście razem.. - widząc że blondyn wychodzi z siebie dodał -Trzeba będzię ją troszkę utęperować... - zasugerował, spoglądając przed siebie.
Blondyn również spojrzał w to miejsce i znacząco uśmiechnął się do bruneta.
-To co Ashly czy ta druga? - zapytał Draco spoglądając na dwie dziewczyny stojące przy dormitorium i uśmiechające się do nich.
-Zaklepuje Ashly.. - uśmiechnął się Zabini, po czym oboje zmierzali w ich kierunku.

****

Noc minęła dziewczynie spokojnie. Wstała wypoczęta i podekscytowana pierwszym dniem zajęć. Spojrzała na swoją rudowłosą współlokatorkę która jeszcze spała. Postanowiła przyszykować się do szkoły, złapała ręcznik i zniknęła w łazience. Po 30 minutach była już gotowa, włosy związała w niedbały kok i delikatnie się pomalowała. Dochodziła 7:00 więc postanowiła obudzić  przyjaciółkę by zdążyła się wyszykować na śniadanie.
-Jeszcze 5 minut.. -wymamrotała Giny.
-Jak chcesz ale Harry już czeka na ciebie..- użyła podstępu.
-Co? Gdzie?  - pytała natychmiast wstając z łóżka i rozglądając się po pokoju.
Gdy zorientowała się że to nie prawda uderzyła dziewczynę poduszką.
-Ach.. ty niedobra... - przeciągła.
Hermiona uśmiechnęła się do niej.
-Widzisz jak Harry na ciebie działa.. - zaczęła.
Giny przeciągła sie i pobiegła do łazienki,na odchodne otworzyła jeszcze na chwilkę drzwi i szepnęła
-Tak jak ty na mojego brata...
Gdy tylko drzwi od łazienki zamknęły się, Hermiona posmutniała. Wydarzenia w czasie poszukiwań horkruksów i całej wojny z Voldemortem zbliżyły ją i Rona do siebie. Pokochała go,za jego waleczność, opiekę a nawet niezgrabność. Teraz jednak gdy emocje opadły, wszystko zniknęło, między nimi nie ma już tego co było. Ron wciąż opowiadał znajomym jaki z niego bohater, sama nie potrafiła tego określić. Obiecała że go nie skreśli ale teraz najważniejsza jest dla niej nauka, a ich związek może poczekać, bo jeśli mają być razem to czas tego nie zmieni a tylko utwierdziłby ich w tym że mają być razem.
-Hej Miona - ruda wymachiwała nad twarzą przyjaciółki.
-Oj przepraszam zamyśliłam się.. - odpowiedziała dziewczyna poprawiając się i łapiąc za torbę z książkami.
-Niech zgadnę myślisz o zajęciach..
-Tak - skłamała.
Ruda przewróciła oczami.
-Hermi, mogę byś z tobą szczera? - zapytała.
-Oczywiście a jak by inaczej..
-Kochana szanuję cie i traktuję jak siostrę której nigdy nie miałam, szanuję również twoją naukę i nie będę tego podważać bo jesteś najzdolniejszą czarownicą jaką znam, ale proszę cie o jedno nie zmuszaj się do niczego..
-Ale ja wcale.. -zaczęła Hermiona.
-Wiem że ty i Ron zrobiliście sobie przerwę, ale jeśli w głębi serca czujesz że to jednak nie to nie rób niczego wbrew sobie a już broń Boże nie pakuj się w coś tylko dlatego by go nie ranić, bo to było by najgorsze jak i dla ciebie tak i dla niego.
Dziewczyna spojrzała na swoje buty i pierwszy raz nie wiedziała co powiedzieć. Pozbierała swoje myśli i spojrzała na rudą.
-Nie sądziłam że kiedykolwiek będziesz mnie wspierać w tej sprawie, chodź nic jeszcze nie postanowiłam, na pewno wezmę twoje słowa do serca. - szepnęła i uściskała przyjaciółkę.
-Dobrze, koniec tych pogaduszek, chodźmy na śniadanie bo mój brat wszystko nam zje.
Obie się zaśmiały.
-Masz racje chodźmy.. - powiedziała Hermiona i obie wyszły z pokoju.

****

Tupot obcasów odbijał się echem po korytarzu. Jeden był powolny następne już coraz szybsze aż w końcu nastała cisza.
-Pasnsy! - krzyknął blondyn podchodząc do dziewczyna, która natychmiast się zatrzymała.
Spojrzała na chłopaka niczym na wspaniały obraz który tak bardzo chciała mieć u siebie w pokoju.
-Tak Draco? - zapytała, starając się by jej głos był jak najbardziej uwodzicielski.
Chłopak oparł się o ścianę kręcąc głową.
-Co ty do cholery wyprawiasz? - syknął.
-Idę na śniadanie jak reszta, o czymś nie wiem? - zapytała znów uśmiechając sie do chłopaka.
Draco nie wierzył własnym uszom, schował dłonie do kieszeni by przypadkiem nie uderzyć dziewczyny z jej głupoty.
-O czymś nie wiem ? - powtórzył piskliwym głosem.
Dziewczyna posmutniała.
-Wczoraj ładne przedstawienie odwaliłaś.. -warknął.
-Ja ? - próbowała sobie przypomnieć.
-No tak nie pamiętasz bo wypiłaś tyle co 5 facetów z naszego domu wliczając w to wielkiego Goylye ! - krzyknął.
-To nie twoja sprawa ile wypiłam ! - odpysknęła.
-Słuchaj mnie Pansy ! - wrzasnął.
-Rób sobie co chcesz byle by mojego nazwiska nie było przy tym ,jak i dlaczego tak się zachowujesz! Myślisz że nie wiem co opowiadasz wszystkim?
-Ale ja... - zaczęła.
-Właśnie Pansy, JA! Nie ma nas i nigdy nie było i nie będzie! - wrzasnął, uderzając w ścianę ręką która wylądowała obok głowy dziewczyny.
-Draco przecież spałeś ze mną.. - próbowała się tłumaczyć.
Chłopak odwrócił się do niej plecami i przetarł twarz, po czym znów na nią spojrzał z pogardą.
-Potraktowałem cie jak pierwszą lepszą, nic więcej, nie oświadczałem cie się... - przy ostatnim uśmiechnął się, dumny z siebie widząc że dziewczyna ma łzy w oczach.
-Myślałam.. - spojrzała w dół.
-Oj Pansy myślenie nie jest twoją mocną stroną co? - zapytał rozbawiony jej widokiem.
Nachylił się do niej i szepnął do ucha.
-I wiesz co.. byłaś beznadziejna..
Zacisnął usta,po czym uśmiechnął się niczym młody bóg.
Dziewczyna nie wytrzymała tego poniżenia i uciekła zalana łzami, po drodze potknęła się i uderzyła twarzą o posadzkę tak że z wargi popłynęła krew. Pozbierała się i usiadła na ławce płacząc po cichu. Gdy usłyszała że ktoś idzie chciała się schować ale było już za późno. Zauważyła dwie roześmiane dziewczyny z Gryfindoru, których nienawidziła, ale mimo wszystko jedna z nich przy kucnęła przy niej pytając co się stało.
-Nic mi nie jest..- jęknęła .
Dziewczyna pochyliła się i zobaczyła żę brunetka ma rozcięto dolną wargę i cały siny policzek.
-Jak to nic? Przecież widzę.. - dopytywała gryfonka.
-Draco.. - szepnęła.
Dziewczyna wstała i poprosiła koleżankę by z nią została, a sama pobiegła w drugim kierunku.
-Hermiona co ty robisz! - krzyknęła za nią dziewczyna..





****

Pierwszy rozdział który napisałam w zasadzię wczoraj już za mną:)..no ale jeszcze musiałam go przeczytać parę razy by go dodać:) Myślę że kolejne rozdziały będę dodawać co tydzień, ale jeśli coś się zmieni będę informować na bieżąco :P Kochani proszę o wasze opinie sugestie a nawet krytykę. 
Przyznam się że kiedyś do opowiadań typu Dramione podchodziłam sceptycznie, z czasem gdy przeczytałam niektóre blogi które mnie urzekły swoją historią, postanowiłam że również spróbuję swoich sił :)
 pozdrawiam wszystkich fanów Dramione ! <3 
Bibi