niedziela, 7 sierpnia 2016

Rozdział VII - Sen

Kolejna niedziela i kolejny rozdział. Nie jest może długi jednak wnosi w opowiadanie coś nowego :) Bez dłuższego zanudzania zapraszam do czytania oraz komentowania
Bibi

*****

Minął tydzień od całego zajścia jakie miało miejsce na szkolnym korytarzu. Cała szkoła już wiedziała jak skończyła Granger i trzy domy były w tej sprawie za dziewczyną. Ślizgoni jednak ucierpieli na reputacji i różnych obelgach rzucanych w ich stronę. Parkinson została wydalona ze szkoły na trzy miesiące. Dzięki wstawiennictwu się rodziców i innych znajomych dobrze sytuowanych skrócono jej kare do miesiąca. Nie miało to jednak większego teraz znaczenia, każdy przejmował się losem gryfonki, która wciąż przebywała w skrzydle szpitalnym nie przytomna. Przyjaciele odwiedzali ją kilka razy dziennie, a jej stan był bez zmian. Ron odchodził od zmysłów i gdy tylko nadarzała się okazja wyładowywał swoją złość na ślizgonach, na szczęście w porę zawsze reagowała siostra i Harry którzy go uspokajali twierdząc że to i tak nic nie zmieni.  Dziś również byli ją odwiedzić i dostrzegli że przy łóżku stoi ktoś jeszcze.
-Dzień dobry - powiedziała kobieta odwracając się do nich.
-Dzień dobry- odpowiedzieli, podchodząc bliżej.
Giny spojrzała na kobietę szukając na jej twarzy dobrej wiadomości, niestety niczego takiego nie dostrzegła, zamiast tego zobaczyła smutek.
-To smutne że po tych przeżyciach sprzed paru miesięcy, ta nienawiść między ślizgonami wciąż skutkuje.
Ron prychnął i usiadł przy Hermionie.
-Rozumiem pana złość panie Weasly.. - szepnęła chwytając go za ramie.
-Panna Granger to silna dziewczyna, wyjdzie z tego.. - dodała i zwróciła się do pozostałej dwójki.
-Dlaczego to tak długo trwa pani profesor? - zapytał Harry chcąc jak najciszej wypowiedzieć te słowa.
McGonagal objęła ich delikatnie ramieniem i skinęła by troszkę oddalili się od Rona który czuwał przy dziewczynie.
-Myślę że Hermiona zapadła w śpiączkę, nasze metody lecznicze niewiele się w tej sprawie zdadzą, dlatego postanowiłam ściągnąć tu specjalistów którzy zajmują się takimi przypadkami.
Ginny pobladła, było gorzej niż źle.
-Tyle przeszliśmy a teraz ona leży tu nieprzytomna przez potyczkę z Parkinson..? - nie dowierzał w to wszystko Harry.
-Powiem wam w zaufaniu że, sama wyrzuciłabym to głupie dziewczę za to co zrobiła, ale mam związane w tej sprawie ręce. Pansy wróci do szkoły.
Oboje uśmiechnęli się przyjacielsko.
-Dobrze zostawiam was, nie siedźcie za długo, już późno.. - dodała kobieta i uśmiechnęła się do nich z otuchą.
Gdy wyszła podeszli do Rona i ścisnęli go za ramię. Widzieli że z nich wszystkich on cierpiał chyba najbardziej.
-Hermiona obudź się w końcu.. - szepnął Ron łapiąc ją za rękę.
Dziewczyna nie poruszyła się jednak. Na szyi miała jeszcze obrzęki po paskudnym zaklęciu, ale jej twarz nabrała na szczęście więcej kolorów. Wyraz jej twarzy był spokojny.
-Widocznie musi trochę odpocząć skoro nie chce się obudzić.. - szepnęła rudowłosa ściskając teraz za rękę Harrego.
-Ja bym mógł ją codziennie na rękach nosić gdyby chciała , gdyby tylko się obudziła.. - odparł smutno Ron.
To wyznanie obojgu dało jeszcze większą świadomość  jak rudzielec ją kocha i cierpi.
-Wiemy.. - szepnął Harry.
Posiedzieli tak jeszcze chwile i wyszli wciąż mając nadzieje że jutro Hermiona się obudzi.


****


-Ubieraj się.. - powiedział chłodno.
-Ależ Dracusiu dopiero co skończyliśmy.. - szepnęła uwodzicielsko wspinając się z łóżka na jego plecy.
-Skończyliśmy, więc zmiataj.. - syknął wstając po koszule.
-Oh.. - jęknęła dziewczyna opadając na łóżko.
Chłopak podszedł do barku i nalał sobie whisky.
-Nalejesz mi ? - zapytała słodko zapinając bluzkę.
Blondyn spojrzał na dziewczynę która była bardzo ładna i miała zgrabne ciało, a długie blond włosy odrzuciła do tyłu z delikatną kobiecością.
-Tora gramolisz się.. - wycedził przez zaciśnięte zęby.
Gdy dziewczyna zapinała guzik przy biuście specjalnie podeszła do niego i uśmiechnęła się słodko.
-Zapniesz? - zapytała przygryzając wargę.
Blondyn spojrzał na nią gniewnie.
-Wychodzisz czy ci pomóc? - warknął.
Blondynka poczerwieniała ze złości że nie dało jej się urzec chłopka.
-Okej wychodzę! - krzyknęła i wyszła trzaskając drzwiami.
Draco rzucił się na łóżko przykrywając głowę poduszką. Od tygodnia próbował walczyć sam ze sobą, ale wciąż miał w głowię tą głupią Granger. Sam nie wiedział a jednak dlaczego, przecież on ją gardził ciekawiło go co się z nią dzieje. To myślenie było tak niedorzeczne że nie wiedział co ze sobą zrobić. Przez ten tydzień w jego pokoju przeszło parę dziewczyn, wypił więcej niż myślał a jednak nic nie pomogło. Wciąż przed oczami widział te orzechowe oczy.
Usiadł na łóżku i przetarł twarz dłonią. Mimo wszystko spojrzał na zegarek. Dochodziła 23:00. Nie potrafiąc już dłużej wytrzymać tej gehenny którą na siebie założył wyszedł z pokoju.


****

Promienie słońca otuliło jej twarz zapraszając by wyszła jeszcze dalej. Trawa delikatnie łaskotała ją po nogach, a przyjemny wiatr pchał przed siebie. Czuła się taka wolna i szczęśliwa, nie czuła bólu, głodu, nie przejmowała się niczym tylko napawała się widokiem wzgórz i lasów. Stojąc na większej górce rozejrzała się dokoła, było tu tak pięknie. Rozłożyła ręce w bok i krzycząc z radości ,pobiegła przed siebie. Mogłaby teraz nawet pofrunąć ku górze ale coś ją blokowało, nagle poczuła że jej nogi robią się ciężkie, a ona sama robi się słabsza. Usiadła więc na polanie by odpocząć. Tak jak było to w jej zwyczaju zaczęła skubać łodyżki trawy, ale zatrzymała się po chwili wracając do wspomnień. Poczuła że policzki zaczynają ją piec, nie wiedząc czy to ze wstydu czy z zakłopotania. Wróciła myślami do dnia gdy nachyliła się nad twarzą młodego chłopaka wyczekując jego odpowiedzi. Niestety on zamilkł a potem odszedł jak by nigdy nic. W tedy nie wiedziała że już na zawsze. Pragnęła by wrócił, by został, ale nic takiego się nie wydarzyło.
-Wróć.. - szepnęła.

****

-Wróć.. - usłyszał.
Przez chwile nie dowierzał własnym uszom. Rozejrzał się po pomieszczeniu ale nikogo prócz tej jednej osoby w łóżku nie było. Zastanawiał się czy może ma jakieś omamy, ale gdy podszedł bliżej dostrzegł grymas na jej twarzy. Przysunął krzesło tuż przy niej i usiadł przyglądając się jej ze smutkiem. Nie wiedział dlaczego tu przyszedł, ale nie potrafił już dłużej wytrzymać bez jej widoku. Teraz gdy spała wydawała się taka bezradna i bezsilna, zupełnie odbiegała od tej walecznej Hermiony jaką znał. Poczuł znów wyrzuty sumienia wobec tej dziewczyny, wspominając tortury jego szalonej ciotki na Granger obszedł go wstręt do samego siebie. W tedy nic nie zrobił tylko stał przy matce i bał się o jej życie, bał się sprzeciwić, chodź serce mówiło co innego, nie potrafił się ruszyć z miejsca. Dłużej się nad tym zastanawiając nie wiedział czy drugi raz postąpił by tak samo, może właśnie te wyrzuty sumienia go tu ściągnęły niczym magnez, może w jakimś stopniu chciał odkupić swoje winy. Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Spojrzał  na szafkę nocną i dostrzegł bukiet kwiatów a obok kartkę urodzinową. Mimo sprzeciwów z samym sobą sięgnął po nią i przeczytał
 "Wszystkiego najlepszego Hermiono. Życzy Ron, Giny i Harry"
Skrzywił się gdy dostrzegł ich fotografię i odłożył kartkę na miejsce. Znów jego oczy powędrowały ku Hermionie.
-Granger..- zaczął
-Czemu ty zawsze ładujesz się w tarapaty..? Co ? Będziesz tak tu leżeć i gnić? - zaśmiał się pod nosem nie wierząc że sam toczy ze sobą dialog.
-Przecież to do ciebie nie podobne.. zresztą te twoje owutemy jak chcesz je zdać, wciąż tu leżąc.. a ten głupi wieprzlej to chyba umrze bez ciebie.. - pokręcił głową, wciąż nie wierząc, że to mówi.
-Wiem że jestem ostatnią osobą która mogła by cie o to prosić.. ale obudź się.. Nie zasłużyłaś by tu leżeć, tak wiele zrobiłaś, tyle jeszcze przed tobą.. Cholera Granger musisz się obudzić..dopiero co skończyłaś 20 lat całe życie przed tobą- szepnął.
Złapał ją za rękę i dostrzegł ten napis "brudna krew" Przed oczami znów miał ten obraz głupiej ciotki Bellatrix która, pastwi się nad nią. Nie rozumiał nigdy jej szaleństwa i wcale mu nie ciążyło że nie ma jej wśród czarodziei.
-Przepraszam za to.. - dodał po czym wstał i wyszedł.
Nie potrafił już dłużej wytrzymać. Wyrzuty sumienia wobec niej okazały się potężniejsze niż myślał. Nigdy nie sądził że kiedykolwiek będzie cierpiał z tego powodu, a jednak cierpiał wraz z nią.



wtorek, 2 sierpnia 2016

Rozdział VI - Prawda

Witam ! Wiem że troszkę mnie nie było, ale są wakacje i wiadomo wyjazdy odpoczynek relaks :P Wam również życzę takiego relaksu i odpoczynku od tego całego zgiełku i miasta - bardzo pomaga :) Dobra bez większego gadania zapraszam na rozdział, Wiem że troszkę krótki ale jak to się mówi lepszy rydz niż nic :)
Bibi


W myślach powrócił do przeszłości. Widział grono młodych uczniów czekających na wywołanie swojego nazwiska,w końcu usłyszał swoje. Usiadł dumnie na wyróżnionym stanowisku, rozglądając się po wszystkich i dostrzegł te brązowe oczy. To  była chwila, ale ta chwila zapragnęła poznać tej dziewczyny.
-Slytherin! - krzyknęła tiara przydziału.
Chłopak uniósł wysoko głowę i przysiadł do swojego stołu. Gdy emocje opadły bardziej interesowało go w jakim domu znajdzie się dziewczyna która go urzekła, niż chłopak z blizną o którym wszyscy mówili.
-Hermiona Granger! - usłyszał.
Pragnął by usiadła przy jego stole, był jej tak ciekawy że zapomniał o wszystkim innym.
-Gryfindor! - wykrzyknęła tiara.
Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie w stronę swojego domu, a już po chwili blondyn mógł oglądać tylko jej burze brązowych włosów z daleka.
To było jak policzek, nie poddał się jednak i mimo różnych domów przysiągł sobie że ją pozna bliżej i że się zaprzyjaźnią. Po tygodniu mijania się na korytarzu dosiadł się do niej w bibliotece. Była tak zaczytana i przejęta lekturą że w pierwszej chwili go nie dostrzegła.
-Dużo czytasz.. -zaczął trochę nie pewnie ale, nie dał tego po sobie poznać.
Dziewczyna spojrzała na niego a, później na godło jego szaty.
-Tak jestem ze Slytherinu - potwierdził widząc że, przykuwa temu większą uwagę.
-A ja z Gryfindoru.. - szepnęła.
-Wiem
-Wiesz? - zapytała zdziwiona.
-Tak, widziałem cie na ceremonii przydziału.. - odparł.
-Ja też cie widziałam, chodziło mi jednak o to że, nasze domy się nienawidzą od lat.. - zaczęła.
-Nie obchodzi mnie co było wcześniej, to głupie.. - odparł szczerze.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego.
-Ciesze się że tak uważasz.. - powiedziawszy to podała mu dłoń.
-Hermiona Granger.
Chłopak również uśmiechnął się przyjaźnie.
-Draco Malfoy - również się przedstawił i uścisnął jej dłoń.
W kolejnych dniach widywali się niemal codziennie. Niektórym jednak to przeszkadzało że gryfon i ślizgon żyli w dobrych relacjach. Oni jednak nie zważali na to uwagi. Spotykali się w bibliotece, lub na błoniach, raz nawet chłopak chciał pokazać dziewczynie jak się lata na miotle ta jednak nie dała się przekonać.
Któregoś dnia rozmowa zeszła na tor rodziny.
-Co robią twoi rodzice? - zapytała dziewczyna siadając na trawie i skubiąc łodyżki.
-Ojciec zajmuje ważną pozycje w ministerstwie.. - oświadczył dumnie.
-A mama? - dopytywała.
-Zajmuje się domem.. -oświadczył zdziwiony.Nie przypominał sobie by jego matka pracowała, zresztą po co miała by to robić.
-Nie pracuje?
-A po co ? - odparł w końcu.
-Nie wiem moi rodzice oboje pracują.. - odparła naprawdę z nich dumna.
Chłopak pomyślał że to dziwne by kobieta pracowała. W jego rodzinie tylko mężczyzna wychodził do pracy a kobiety zajmowały się dziećmi i dbały o dom, wyprawiały przyjęcia i inne podobne rzeczy.
-A kim są ? -zaciekawił się.
-Naprawiają zęby, to dentyści - odparła uśmiechając się.
-Nie przypominam sobie by był tak zawód dla czarodziei..
Dziewczyna zaśmiała się.
-Moi rodzice nie są czarodziejami.. - odparła.
-A kim?
-To mugole.
Chłopak nie dowierzał temu co przed chwilą usłyszał. Spojrzał na nią jeszcze raz. Była bardzo miła, mądra i bardzo ją polubił. W jednej chwili to wszystko pękło niczym bańka mydlana.
-Draco co ci jest? -zapytała dziewczyna nachylając się ku nie mu.
-Nic.. - szepnął. - Żle się czuje.. - dodał i odszedł zostawiając ją samą.
Mineło kilka dni a on unikał jej jak ognia. W między czasie poznał parę osób ze Slytherinu i stwierdził że Crable i Goyl chodzą za nim jak cień, więc zaczął to wykorzystywać i w parę dni zrobił z nich swoich prywatnych ochroniarzy. Poznał również Zabiniego, od razu oboje się polubili i oboje nabijali zarówno z Pottera jak i Weyslea. Niestety przyszedł moment gdy znów ją zobaczył i to w towarzystwie  Weaslya. Gdy przeszli bliżej nie wytrzymał złości która w nim się zbierała od paru tygodni oraz rozczarowania że szatynka nie jest czystej krwi i wybuchnął.
-Proszę, proszę.. biedak i szlama.. - zakpił.
Dziewczyna w pierwszej chwili nie dowierzała że te słowa wypowiada nie kto inny jak Draco Malfoy.
-Zamknij się Malfoy! - wrzasnoł rudzielec stając w obronie Hermiony. On jako pierwszy dostrzegł że te słowa ją zabolały.
Crable i Goyl natychmiast wystąpili przed szereg broniąc swojego"szefa"
-A ty co, dorobiłeś sobie dwóch głupków jako ochroniarzy? - zapytał rozbawiony tą sytuacją Ron.
-Mnie na to przynajmniej stać, ciebie tylko stać na to by prowadzić się w towarzystwie szlam.. - zaśmiał się.
Widząc że Ron chciał doskoczyć do blondyna, dziewczyna w porę go zatrzymała i zdusiła w sobie całą złość i smutek jaki jej przyprawił.
-Daj spokój Ron, nie warto.. takie zachowanie nie przystoi cenionemu się czarodziejowi.. - podkreśliła ostatnie słowa i pociągnęła go za sobą, zostawiając za sobą trójkę ślizgonów oraz całą sympatie i przyjaźń jaką darzyła do jednego z nich.

****

Dotarł do skrzydła szpitalnego, widząc znajomą dziewczynę w jednym z łóżek, doznał lekkiego szoku. Podszedł powoli bliżej. Nie wierzył że tak zdolna czarownica która walczyła w imię dobra przeciwko Voldemortowi teraz została pokonana przez głupią ślizgonkę. Poczuł złość na Pansy ale również i na gryfonkę która nie wiedząc czemu leżała teraz w skrzydle szpitalnym zamiast drwić chociażby z niego. Spojrzał na jej twarz która była trochę blada, później dostrzegł że na jej szyi pozostały mocne zaczerwienienia i obrzęki po paskudnym zaklęciu "Dusincusa". Przez moment chciał wrócić, znaleźć Pansy i potraktować ją jeszcze gorzej niż ona Hermione, a później zastanawiał się dlaczego tu w ogóle stoi. Przecież ona nic dla niego nie znaczy, to tylko brudna szlama.
Nagle usłyszał cichy jęk dochodzący z jej gardła, natychmiast przykucnął przy niej chcąc jej w jakimś stopniu pomóc.
-Panie Malfoy! Co pan tu robi? - zapytała zdenerwowana  Poopy Pomfrey.
Chłopak wstał niczym na komendę.
-Ja tylko.. ona coś szeptała.. - powiedział w końcu uważając że to może być ważniejsze niż tłumaczyć powód swej wizyty.
-To dobrze, znaczy że dochodzi do siebie, chodź te rany będą długo paskudnie wyglądały na jej szyi.. mam nadzieje że jej struny głosowe nie zostały poważnie uszkodzone... - rozgadała się kobieta.
-Struny głosowe? - zapytał jak w transie.
-Tak panie Malfoy, a teraz proszę uciekać muszę podać jej lekarstwo.. - powiedziała wyganiając go z pomieszczenia gestem niczym, odganianiem muchy.
Blondyn stał jeszcze chwile przypatrując się dziewczynie która nawet przez sen cierpiała z bólu. Zdusił jednak w sobie ten dziwy żal i wyszedł. Na korytarzu dostrzegł dwóch chłopaków, wiedział że za chwilę zacznie się kolejna potyczka.
-Ty gnoju! - krzyknął na całe gardło rudowłosy i wyciągnął różdżkę przed siebie mierząc w Dracona.
Chłopak jednak nie zamierzał się bronić. Ze spokojem schował dłonie do kieszeni i czekał. Gdy różdżka dotknęła jego policzka w bardzo szybkim czasie złapał Rona za ubrania i przycisnął do muru. Hary natychmiast wycelował w nieprzyjaciela różdżką.
-Puść go Malfoy! - krzyknął.
-Zamknij się Potter - warknął i zwrócił twarz do czerwonego ze złości Weaslya.
-Gdzie byłeś ? -zapytał wściekły blondyn.
-A co ty moja matka? - warknął oburzony.
-Gdzie byłeś Weaslya! - powtórzył szarpiąc chłopaka.
-Byliśmy na boisku Malfoy - odpowiedział w końcu Harry nie wiedząc po co to blondynowi.
-Jak jej pilnujesz?
Rudzielec coraz bardziej nie rozumiał pytań ślizgona.
-Kogo do cholery?! - wrzasnął.
-Twojej szlamy! -syknął w końcu go puszczając, poprawiąjąc przy tym swoje ubranie.
Ron na te słowa zareagował tylko jednym ciosem wymierzonym w twarz blondyna, który zakołysał sie do tyłu. Harry cały czas trzymał różdżkę w pogotowiu, ale jego mina mówiła że uderzył by go równie mocno.
-Kretyni.. - zaczął coraz bardziej zły Malfoy.
-Kiedy wy bawiliście się na boisku wasza Granger nie poradziła sobie nawet w głupim pojedynku! - wrzasnął.
-Uważaj sobie na słowa fretko ! - krzyknął Ron.
-W jakim pojedynku ? - zaciekawił się Harry.
-Pansy i Granger.. - odparł szorstko blondyn.
-Pieprzeni ślizgoni! - ryknął ponownie Ron chcąc znowu uderzyć Malfoya, jednak przyjaciel go powstrzymał.
-To nie czas na to.. - odparł Potter.
-Chodźmy lepiej sprawdzić jak się czuję Miona. - dodał opuszczając różdżkę i czekając aż Ron pierwszy wejdzie do środka.
Nie obyło się jednak by przed wejściem nie obdarzył ślizgona morderczym spojrzeniem, Draco jednak nie przejął się tym znacznie i jego wzrok spoczął na Harrym który nad czymś się zastanawiał, w końcu odrzekł.
-Wiesz co Malfoy.. przez chwile nawet pomyślałem że martwisz się o Hermione..
Ta wypowiedź zbiła go z tropu, ruszył więc przed siebie szturchając go specjalnie ramieniem.
-Jesteś głupszy niż myślałem Potter..- powiedział po chwili.
Zostawiając go z tą niewiedzą samego.
Blondyn jednak musiał przyznać się w duchu że, gdy tylko dowiedział się o całym zajściu bał się o jej życie bardziej niż o swoje własne.