-Kiedy oni dorosną.. - szepnęła Giny gdy dostrzegła że kolejna próba Hermiony jest zdana na porażkę.
-Nie wiem... - szczerze powiedziała i pokiwała przecząco głową.
-Dziewczyny ktoś musi ich bronić .. - zaczął spokojnie Harry.
-Tak, może dajcie im jeszcze mapę Honcwutów.. ? - zasugerowała szatynka.
Chłopaki spojrzeli na siebie porozumiewawczo i po chwili uśmiechnęli się szatańsko.
-Ale wiesz Harry oni muszą na nią zasłużyć..- zaczął rudowłosy po chwili.
-Myślę że masz racje przyjacielu.. - przyznał Harry i poklepał go po plecach.
-Dziewczyny.. przepraszamy obowiązki wzywają.. - powiedzieli udając dżentelmenów i odeszli w wesołych nastrojach.
-Co ja zrobiłam ? - szepnęła gryfonka siadając zrezygnowanym ruchem na kanapę.
Ruda przy sunęła się bliżej i z uśmiechem powiedziała.
-No nie wierze,jesteś lepsza od nich..
-Będą z tego kłopoty.. - mimo wszystko również się uśmiechnęła.
****
Przechodząc ciemnymi korytarzami można było wyczuć dreszcze na ciele i nie przyjemne uczucie niepewności. Jednak nie dla pewnego bruneta który czuł się tu jak w raju. Wystarczyło tylko że spojrzał na kogoś i zazwyczaj dostawał to czego chciał, a te korytarze były dla niego miejscem pamiątek gdzie to konsumował kolejny dobry kąsek nagiego ciała. Jednak w tym życiu czegoś zaczynało mu brakować. Był pewny siebie, czarujący, zmieniał dziewczyny jak rękawiczki, ale czuł że coś mu umyka. Gdy tylko wszedł do pokoju wspólnego ślizgonów, poczuł na sobie spojrzenie pożądania od dziewczyn i zazdrości od chłopaków.
Cześć.. - szepnęła dziewczyna z szóstego roku.
-No hej.. - odpowiedział i puścił jej oczko na co zareagowała prawie omdleniem.
Wyminął grupkę dziewczyn szukając marudzącego blondyna, gdy go dostrzegł natychmiast do niego podszedł i usiadł na przeciw ale, pozostawiając sobie widok na płeć piękną.
-Daj spokój diable.. - zaczął blondyn przecierając czoło z poirytowania, widząc co robi.
Zabini zrobił zdziwioną minę po czym uśmiechnął się do dziewczyn i znów spojrzał na przyjaciela.
-Sorry przyzwyczajenie zawodowe.. - zaśmiał się.
-Zawodowe? - prychnął blondyn.
-No co chcesz stary, one tego chcą ja im daje tylko rozkosz.. - wskazał na dziewczyny w pokoju, które co jakiś czas spoglądały w ich kierunku.
-Dobra, mniejsza o to mów czego się dowiedziałeś.. - ściszył głos Draco.
Brunet rozejrzał się po pokoju i stwierdził że to nie jest odpowiednie miejsce na takie rozmowy, po czym oboje wstali i ruszyli do dormitorium blondyna. Wchodząc Zabini uśmiechnął się jeszcze do ślizgonek po czym zamknął drzwi.
****
Świerze powietrze i cudowny powiew wiatru przywitał zmęczoną twarz dziewczyny. Przemierzając przez błonia Hogwartu starała cieszyć się każdą chwilą bo ostatnio siedziała tylko w bibliotece. Jako dodatkowy obowiązek miała jeszcze pomagać młodszym uczniom którzy, mieli problemy. Oczywiście się zgodziła, z drugiej strony czuła ogromną satysfakcje z tego że mogła komuś pomóc. Niestety skończyło się to na tym że, czasu dla siebie nie miała w ogóle. Więc gdy teraz nadarzyła się okazja postanowiła z niej skorzystać jak najlepiej.
Z oddali dostrzegła jak jej przyjaciele trenują na boisku i sprawdzają nowych kandydatów do drużyny. Nie było by w tym nic dziwnego po za dobrze jej znajomą dwójką młodych chłopaków, którzy również tam stali, a to nie wróżyło nic dobrego. Nie miała wyjścia musiała przyjrzeć się tej sprawie z bliska.
Gdy doszła już na tyle blisko że przyjaciele ją dostrzegli, oboje próbowali ukryć swoich podopiecznych.
-Ronaldzie Weasly i Harry Potterze! - krzyknęła.
Spojrzeli po sobie i uśmiechnęli się w jej stronę.
-Nam też miło cie widzieć Miona! - krzyknął Harry.
Wiem że coś kombinujecie.. - zaczęła spoglądając za ich plecami ale, nikogo już tam nie było.
-My ? - zapytali robiąc poważne miny.
Dziewczyna spojrzała na nich pytająco.
-No wiesz.. Quidicz i te sprawy..- zaczął Ron.
-Myślałem że to nie za bardzo cie interesuje..- dodał brunet.
-Interesuje kiedy musi ! - odparła krzyżując ręce na piersi.
-No to zapraszamy na widownie, chyba że chcesz polatać ? -uśmiechnął się Ron podając jej miotłę, na co dziewczyna wzdrygnęła się nie co.
-Zabawne jest to, jak na ciebie działa miotła, tak na mnie działają książki.. - zaśmiał się rudzielec a parę osób mu zaaprobowało.
Harry podrapał się po głowie dając znaki przyjacielowi że w ten sposób może tylko spowodować wielką bombę zegarową która nie wiadomo kiedy by wybuchła.
-A no.. tak.. - speszył się rudzielec spoglądając w bok.
-Jesteście niemożliwi..- powiedziała na odchodne i odwróciwszy się na pięcie zostawiła ich samych.
****
Była wściekła, każdy napotkany uczeń widząc ją w takim stanie wolał zejść jej z drogi, wiedząc że może się źle to dla niego skończyć. Zakręcając o w kolejnym korytarzu, niestety uderzyła w kogoś i upadła na podłogę.
-Uważaj jak chodzisz brudna szlamo ! - wrzasnęła brunetka spoglądając na nią z pogardą.
Hermionie zrobiło się z tego powodu trochę przykro widząc kto był jej przeszkodą
-Pansy.. - syknęła.
-Dla ciebie pani Parkinson - powiedziała unosząc głowę z wyższością.
Szatynka pozbierała się z podłogi, gdy stała już na równi ze ślizgonką powiedziała.
-Wiesz co, teraz żałuje że Malfoy faktycznie ci nie przyłożył.. - parsknęła.
-Jak śmiesz szlamo! - krzyknęła dziewczyna unosząc w jej kierunku różdżkę.
-Uważaj bo zrobisz sobie tym krzywdę.. - zażartowała Hermiona nic sobie z niej nie robiąc.
-Krzywdę to ja mogę zrobić tobie! - kipiała ze złości dziewczyna.
-Odwal się Pansy..
Widząc że zbiera się coraz więcej osób, odwróciła się w przeciwnym kierunku chcąc zakończyć tą ostrą wymianę zdań. Twierdząc że jeden szlaban już jej wystarczy.Gy nagle poczuła że coś w nią uderza z wielką siła, nie mogąc złapać tchu, przy kucnęła. Chwile po, upadła na podłogę, nie mogła się ruszyć. Ostatnie co zapamiętała to uśmiech triumfu na ustach ciemnowłosej.
****
-Dobra robota Zabini.. - pogratulował blondyn wyciągając dwie szklanki z barku.
-Możesz na mnie liczyć.. -powiedział klepiąc go w plecy.
Draco podał szklankę z bursztynowym napojem po czym oparł się o komodę.
-Mam nadzieje że ona to wytrzyma.. - szepnął chłopak.
Zabini zrobił poważną minę.
-Znam twoją matkę, jest silna.. -odparł siadając na kanapie i spoglądając w kominek.
-Wiem.. - powiedział szeptem i również spojrzał w stronę kominka zamyślając się nad czymś.
Draco.. - zaczął wyrywając go zamyślenia.
-No..
-Czy ty też masz czasami takie uczucie że czegoś ci brakuje ? - zapytał wyczekując odpowiedzi.
-Nie mów mi tylko że chciałbyś założyć rodzinę.. - zaśmiał się.
-Kiedyś tak..chciałbym mieć syna.. - rozmarzył się.
-Ty weź nie bredź.. - powiedział śmiejąc się jeszcze bardziej.
-Ty tak nie masz? - zapytał poważnie.
Blondyn również spoważniał.
-Widzę że ty tak na poważnie.. -odpowiedział siadając na łóżku i patrząc na swoją szklankę.
-Nie wiem.. do tego chyba trzeba miłości.. - zasugerował.
W tym momencie oboje zrozumieli że nie wiedzą co tak naprawdę znaczy kochać, ponieważ nigdy nikogo takiego nie poznali.
-Stary, my to chyba jesteśmy z jakiejś innej bajki.. - wycedził Zabini wypijając połowę zawartości ze szklanki.
-Na to wygląda - przyznał mu chłopak i również się napił.
Nagle do pokoju wpadł zdyszany Goyl.
-Naucz się pukać ! - krzyknął Draco, wstając z łóżka.
-Pansy.. - wycedził, próbując złapać oddech.y
-Co zaś się doprowadziła do stanu rozpaczy? - zapytał rozbawiony brunet rozkładając dłonie na kanapie.
-Nie..ona... chyba zabiła Granger.. - skończył.
Oboje spojrzeli po sobie wystraszeni, czego dokonała ślizgonka z ich domu.
-Co ? - krzyknął Draco.
-Granger padła jak... kłoda.. Pansy trafiła.. ją zaklęciem Satrlersem.
-Ja pierdole.. - skomentował Zabini przeczesując głowę.
Blondyn złapał różdżkę i wybiegł bez słowa zostawiając ze sobą osłupiałych ślizgonów.
*****
Kolejny rozdział :) niestety później niż planowałam ale nie wyrobiłam sie czasowo :) Powoli będzie się rozkręcać ( mam nadzieje że wena mnie nie opuści ) zapraszam do komentowania :) Miłego dnia
Bibi


