wtorek, 2 sierpnia 2016

Rozdział VI - Prawda

Witam ! Wiem że troszkę mnie nie było, ale są wakacje i wiadomo wyjazdy odpoczynek relaks :P Wam również życzę takiego relaksu i odpoczynku od tego całego zgiełku i miasta - bardzo pomaga :) Dobra bez większego gadania zapraszam na rozdział, Wiem że troszkę krótki ale jak to się mówi lepszy rydz niż nic :)
Bibi


W myślach powrócił do przeszłości. Widział grono młodych uczniów czekających na wywołanie swojego nazwiska,w końcu usłyszał swoje. Usiadł dumnie na wyróżnionym stanowisku, rozglądając się po wszystkich i dostrzegł te brązowe oczy. To  była chwila, ale ta chwila zapragnęła poznać tej dziewczyny.
-Slytherin! - krzyknęła tiara przydziału.
Chłopak uniósł wysoko głowę i przysiadł do swojego stołu. Gdy emocje opadły bardziej interesowało go w jakim domu znajdzie się dziewczyna która go urzekła, niż chłopak z blizną o którym wszyscy mówili.
-Hermiona Granger! - usłyszał.
Pragnął by usiadła przy jego stole, był jej tak ciekawy że zapomniał o wszystkim innym.
-Gryfindor! - wykrzyknęła tiara.
Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie w stronę swojego domu, a już po chwili blondyn mógł oglądać tylko jej burze brązowych włosów z daleka.
To było jak policzek, nie poddał się jednak i mimo różnych domów przysiągł sobie że ją pozna bliżej i że się zaprzyjaźnią. Po tygodniu mijania się na korytarzu dosiadł się do niej w bibliotece. Była tak zaczytana i przejęta lekturą że w pierwszej chwili go nie dostrzegła.
-Dużo czytasz.. -zaczął trochę nie pewnie ale, nie dał tego po sobie poznać.
Dziewczyna spojrzała na niego a, później na godło jego szaty.
-Tak jestem ze Slytherinu - potwierdził widząc że, przykuwa temu większą uwagę.
-A ja z Gryfindoru.. - szepnęła.
-Wiem
-Wiesz? - zapytała zdziwiona.
-Tak, widziałem cie na ceremonii przydziału.. - odparł.
-Ja też cie widziałam, chodziło mi jednak o to że, nasze domy się nienawidzą od lat.. - zaczęła.
-Nie obchodzi mnie co było wcześniej, to głupie.. - odparł szczerze.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego.
-Ciesze się że tak uważasz.. - powiedziawszy to podała mu dłoń.
-Hermiona Granger.
Chłopak również uśmiechnął się przyjaźnie.
-Draco Malfoy - również się przedstawił i uścisnął jej dłoń.
W kolejnych dniach widywali się niemal codziennie. Niektórym jednak to przeszkadzało że gryfon i ślizgon żyli w dobrych relacjach. Oni jednak nie zważali na to uwagi. Spotykali się w bibliotece, lub na błoniach, raz nawet chłopak chciał pokazać dziewczynie jak się lata na miotle ta jednak nie dała się przekonać.
Któregoś dnia rozmowa zeszła na tor rodziny.
-Co robią twoi rodzice? - zapytała dziewczyna siadając na trawie i skubiąc łodyżki.
-Ojciec zajmuje ważną pozycje w ministerstwie.. - oświadczył dumnie.
-A mama? - dopytywała.
-Zajmuje się domem.. -oświadczył zdziwiony.Nie przypominał sobie by jego matka pracowała, zresztą po co miała by to robić.
-Nie pracuje?
-A po co ? - odparł w końcu.
-Nie wiem moi rodzice oboje pracują.. - odparła naprawdę z nich dumna.
Chłopak pomyślał że to dziwne by kobieta pracowała. W jego rodzinie tylko mężczyzna wychodził do pracy a kobiety zajmowały się dziećmi i dbały o dom, wyprawiały przyjęcia i inne podobne rzeczy.
-A kim są ? -zaciekawił się.
-Naprawiają zęby, to dentyści - odparła uśmiechając się.
-Nie przypominam sobie by był tak zawód dla czarodziei..
Dziewczyna zaśmiała się.
-Moi rodzice nie są czarodziejami.. - odparła.
-A kim?
-To mugole.
Chłopak nie dowierzał temu co przed chwilą usłyszał. Spojrzał na nią jeszcze raz. Była bardzo miła, mądra i bardzo ją polubił. W jednej chwili to wszystko pękło niczym bańka mydlana.
-Draco co ci jest? -zapytała dziewczyna nachylając się ku nie mu.
-Nic.. - szepnął. - Żle się czuje.. - dodał i odszedł zostawiając ją samą.
Mineło kilka dni a on unikał jej jak ognia. W między czasie poznał parę osób ze Slytherinu i stwierdził że Crable i Goyl chodzą za nim jak cień, więc zaczął to wykorzystywać i w parę dni zrobił z nich swoich prywatnych ochroniarzy. Poznał również Zabiniego, od razu oboje się polubili i oboje nabijali zarówno z Pottera jak i Weyslea. Niestety przyszedł moment gdy znów ją zobaczył i to w towarzystwie  Weaslya. Gdy przeszli bliżej nie wytrzymał złości która w nim się zbierała od paru tygodni oraz rozczarowania że szatynka nie jest czystej krwi i wybuchnął.
-Proszę, proszę.. biedak i szlama.. - zakpił.
Dziewczyna w pierwszej chwili nie dowierzała że te słowa wypowiada nie kto inny jak Draco Malfoy.
-Zamknij się Malfoy! - wrzasnoł rudzielec stając w obronie Hermiony. On jako pierwszy dostrzegł że te słowa ją zabolały.
Crable i Goyl natychmiast wystąpili przed szereg broniąc swojego"szefa"
-A ty co, dorobiłeś sobie dwóch głupków jako ochroniarzy? - zapytał rozbawiony tą sytuacją Ron.
-Mnie na to przynajmniej stać, ciebie tylko stać na to by prowadzić się w towarzystwie szlam.. - zaśmiał się.
Widząc że Ron chciał doskoczyć do blondyna, dziewczyna w porę go zatrzymała i zdusiła w sobie całą złość i smutek jaki jej przyprawił.
-Daj spokój Ron, nie warto.. takie zachowanie nie przystoi cenionemu się czarodziejowi.. - podkreśliła ostatnie słowa i pociągnęła go za sobą, zostawiając za sobą trójkę ślizgonów oraz całą sympatie i przyjaźń jaką darzyła do jednego z nich.

****

Dotarł do skrzydła szpitalnego, widząc znajomą dziewczynę w jednym z łóżek, doznał lekkiego szoku. Podszedł powoli bliżej. Nie wierzył że tak zdolna czarownica która walczyła w imię dobra przeciwko Voldemortowi teraz została pokonana przez głupią ślizgonkę. Poczuł złość na Pansy ale również i na gryfonkę która nie wiedząc czemu leżała teraz w skrzydle szpitalnym zamiast drwić chociażby z niego. Spojrzał na jej twarz która była trochę blada, później dostrzegł że na jej szyi pozostały mocne zaczerwienienia i obrzęki po paskudnym zaklęciu "Dusincusa". Przez moment chciał wrócić, znaleźć Pansy i potraktować ją jeszcze gorzej niż ona Hermione, a później zastanawiał się dlaczego tu w ogóle stoi. Przecież ona nic dla niego nie znaczy, to tylko brudna szlama.
Nagle usłyszał cichy jęk dochodzący z jej gardła, natychmiast przykucnął przy niej chcąc jej w jakimś stopniu pomóc.
-Panie Malfoy! Co pan tu robi? - zapytała zdenerwowana  Poopy Pomfrey.
Chłopak wstał niczym na komendę.
-Ja tylko.. ona coś szeptała.. - powiedział w końcu uważając że to może być ważniejsze niż tłumaczyć powód swej wizyty.
-To dobrze, znaczy że dochodzi do siebie, chodź te rany będą długo paskudnie wyglądały na jej szyi.. mam nadzieje że jej struny głosowe nie zostały poważnie uszkodzone... - rozgadała się kobieta.
-Struny głosowe? - zapytał jak w transie.
-Tak panie Malfoy, a teraz proszę uciekać muszę podać jej lekarstwo.. - powiedziała wyganiając go z pomieszczenia gestem niczym, odganianiem muchy.
Blondyn stał jeszcze chwile przypatrując się dziewczynie która nawet przez sen cierpiała z bólu. Zdusił jednak w sobie ten dziwy żal i wyszedł. Na korytarzu dostrzegł dwóch chłopaków, wiedział że za chwilę zacznie się kolejna potyczka.
-Ty gnoju! - krzyknął na całe gardło rudowłosy i wyciągnął różdżkę przed siebie mierząc w Dracona.
Chłopak jednak nie zamierzał się bronić. Ze spokojem schował dłonie do kieszeni i czekał. Gdy różdżka dotknęła jego policzka w bardzo szybkim czasie złapał Rona za ubrania i przycisnął do muru. Hary natychmiast wycelował w nieprzyjaciela różdżką.
-Puść go Malfoy! - krzyknął.
-Zamknij się Potter - warknął i zwrócił twarz do czerwonego ze złości Weaslya.
-Gdzie byłeś ? -zapytał wściekły blondyn.
-A co ty moja matka? - warknął oburzony.
-Gdzie byłeś Weaslya! - powtórzył szarpiąc chłopaka.
-Byliśmy na boisku Malfoy - odpowiedział w końcu Harry nie wiedząc po co to blondynowi.
-Jak jej pilnujesz?
Rudzielec coraz bardziej nie rozumiał pytań ślizgona.
-Kogo do cholery?! - wrzasnął.
-Twojej szlamy! -syknął w końcu go puszczając, poprawiąjąc przy tym swoje ubranie.
Ron na te słowa zareagował tylko jednym ciosem wymierzonym w twarz blondyna, który zakołysał sie do tyłu. Harry cały czas trzymał różdżkę w pogotowiu, ale jego mina mówiła że uderzył by go równie mocno.
-Kretyni.. - zaczął coraz bardziej zły Malfoy.
-Kiedy wy bawiliście się na boisku wasza Granger nie poradziła sobie nawet w głupim pojedynku! - wrzasnął.
-Uważaj sobie na słowa fretko ! - krzyknął Ron.
-W jakim pojedynku ? - zaciekawił się Harry.
-Pansy i Granger.. - odparł szorstko blondyn.
-Pieprzeni ślizgoni! - ryknął ponownie Ron chcąc znowu uderzyć Malfoya, jednak przyjaciel go powstrzymał.
-To nie czas na to.. - odparł Potter.
-Chodźmy lepiej sprawdzić jak się czuję Miona. - dodał opuszczając różdżkę i czekając aż Ron pierwszy wejdzie do środka.
Nie obyło się jednak by przed wejściem nie obdarzył ślizgona morderczym spojrzeniem, Draco jednak nie przejął się tym znacznie i jego wzrok spoczął na Harrym który nad czymś się zastanawiał, w końcu odrzekł.
-Wiesz co Malfoy.. przez chwile nawet pomyślałem że martwisz się o Hermione..
Ta wypowiedź zbiła go z tropu, ruszył więc przed siebie szturchając go specjalnie ramieniem.
-Jesteś głupszy niż myślałem Potter..- powiedział po chwili.
Zostawiając go z tą niewiedzą samego.
Blondyn jednak musiał przyznać się w duchu że, gdy tylko dowiedział się o całym zajściu bał się o jej życie bardziej niż o swoje własne.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz