Dwóch chłopaków stało na szkolnym korytarzu i zawzięcie dyskutowali o wydarzeniach z poprzedniej nocy, wydając przy tym dziwne dźwięki i wiwaty.
-Oj stary mówię ci że ta Ashly to całkiem ciekawa dziewczyna.. - zaśmiał się Zabini.-Ciekawa ? - zdziwił się Draco. -A co miałeś czas rozmawiać ? - dodał.
-Mało rozmawialiśmy.. ciekawe rzeczy mi pokazywała i tyle.. - odpowiedział brunet.
Na te słowa oboje wybuchnęli śmiechem . Parę dziewczyn przyglądało się tej dwójce i wzdychało na ich widok. Nagle tą grupkę dziewczyn przepchnęła rozłoszczona szatynka, stając na przeciw chłopaka o imieniu Draco. Chłopak widząc co sie dzieje oparł si luzacko o ściane i czekał na przebieg zdarzeń.
-Ty gnojku ! - wykrzyknęła dziewczyna zaciskając dłonie w pięści.
Chłopak zaśmiał się widząc że ma też i widownie.
-Gnojku powiadasz? A kim ty jesteś by mnie tak nazywać ? - rozejrzał sie po kprytarzu oczekując wiwatów na jego cześć.
-Zamilcz! - krzyknęła.
Chłopak udawał przestraszonego.
-Do twojego obrażania mnie czy, innych tylko dlatego że urodził się w mugolskiej rodzinie już się przyzwyczaiłam, ale do tego by uderzyć dziewczynę nigdy nie przywyknę! Nie pozwolę na to tak fretkowatej wywłoce jaką jesteś Malfoy! - wrzasnęła tak że dwie dziewczyny podskoczyły z przerażenia.
Chłopak teraz nachylił się i z niedowierzaniem pokręcił głową,jak by go pomyliła z kimś innym.
-Źle się czujesz Granger czy coś brałaś? -zapytał robiąc poważną minę.
-Jesteś cynicznym, gburowatym, zakochanym w sobie damskim bokserem.. - wycedziła przez zęby po czym splunęła na niego.
Zrobiło się coraz większe zbiorowisko i na ten widok większość zabuczała, tylko dziewczyny zakochane w Draconie powstrzymały się od piśnięcia zatykając usta dłonią. Chłopak przetarł twarz dłonią i z wściekłością spojrzał na dziewczynę.
-To był błąd Granger - krzyknął.
-Bo co? - zapytała dumna z siebie dziewczyna - Mnie też uderzysz?
-Szkoda by mi było mojej ręki na tak brudną szlame! - wrzasnął.
-Co się tu dzieje? - usłyszeli głos profesor McGonagal która wyrosła pomiędzy nich jak z ziemi.
-Niech pani zapyta tego tchórza! - krzyknęła Hermiona wskazując na chłopka.
-Panno Granger bez krzyków proszę, panie Malfoy co się tu dzieje?
-Ta głupia Granger ma jakieś napady nie wiem, warto to zbadać może ma wściekliznę.. -próbował rozbawić towarzystwo.
-Dosyć ! - krzyknęła kobieta.
-Wy dwoje widzę was w moim gabinecie. Reszta proszę się rozejść, za chwile rozpoczynają się lekcje.
Wszyscy rozproszyli się po korytarzu i teraz została tylko Hermiona oraz Draco z Zabinim.
-Panie Zabini, panu również dziękujemy, a wy za mną .
- Widzimy sie później.. - szepnoł brunet na co Draco kiwnoł glową i ruszył za dyrektorką.
****
Gabinet dyrektora nie zmienił się od czasów Dumbeldora. Było natomiast więcej kwiatów, oraz czuć było damskie perfumy. Z nad biurka, w jednym z portretów byłych dyrektorów uśmiechał się profesor Dumbeldore , dodając tym kobiecie otuchy.
-Siadajcie. - poprosiła kobieta również zasiadając za biurkiem.
Oboje usiedli na przeciw nauczycielki, odsuwając się od siebie jak najdalej się tylko da.
-Myślałam że chociaż po wojnie wasze stosunki się uspokoją.. - zaczęła.
-Panno Granger proszę mi powiedzieć co się stało
Dziewczyna wyprostowała się i zaczęła opowiadać jak spotkała Pansy Parkinson rozpłakaną i uderzoną przez Dracona Malfoya, którego publicznie zwyzywała przed szkołą za to co zrobił.
Kobieta spojrzała na chłopaka który był bardzo zdziwiony tym co powiedziała jego przedmówczyni.
-Panie Malfoy czy to prawda ? zapytała.
-Oczywiście że nie! -oburzył się chłopak obarczając Hermione nienawistnym spojrzeniem.
-Pani profesor, jeśli mogę coś dodać.. - przerwała dziewczyna.
-Tak, proszę..
-Proszę spojrzeć na jego dłoń, jest spuchnięta, oraz lekko obdarta.
Chłopak również spojrzał teraz na swoją rękę która zaczynała faktycznie puchnąć, widocznie zbyt mocno uderzył w ścianę.
-Granger żartujesz sobie ? - zapytał poirytowany.
-A czy wyglądam jak bym żartowała?
-Dosyć! - przerwała im dyrektorka.
-Panie Malfoy jak pan wyjaśni opuchniętą dłoń?
Chłopak wstał zdenerwowany całą tą sytuacją.
-Nie no to już się robi idiotyczne.. Faktycznie spotkałem Parkinson ale jej nie uderzyłem tylko, uderzyłem w ścianę.. - zaczął
-Kłamiesz - podsumowała dziewczyna patrząc na niego z pogardą.
-Kim ty jesteś Granger co ? Wtrącasz się w rzeczy przy których nawet cie nie było! - wrzasnął na nią siadając na krześle.
-Wystarczy mi że widziałam Pansy, zresztą sama mi powiedziała że to ty..
-Co takiego ? - nie wytrzymał i uderzył tą samą ręką w biurko i zasyczał z bólu.
-Panie Malfoy czy jest pan poważny? - zapytała już podenerwowana dyrektorka.
-Cały czas jestem poważny, z całym szacunkiem pani profesor ale te dwie wariatki chcą mnie wrobić w coś czego nie zrobiłem. - skrzywił się z bólu.
-Dobrze, porozmawiam z panią Parkinson i myślę że wyjaśnimy całe to zajście. Nie zmienia to jednak faktu że wy oboje macie szlaban oraz odejmuje waszym domom po 20 pkt.Dziś przyjdziecie do mojego gabinetu o 20:00.
-Pani profesor.. -jęknęła szatynka.
-Panno Granger, rozumiem że miała pani dobre intencje ale takie rzeczy załatwia się inaczej myślałam że pani nie muszę tego tłumaczyć.
-Rozumiem..- szepnęła dziewczyna.
-Myślę że możecie się rozejść do klas, a pan panie Malfoy najpierw niech pan pójdzie do skrzydła szpitalnego,ta ręka nie wygląda za ciekawie.
Oboje wyszli bez słowa. Gdy drzwi zamknęły się za nimi posłali sobie zabójcze spojrzenia.
-Zapłacisz mi za to Granger - syknął.
-Daruj sobie.. - odpowiedziała i poszła w drugim kierunku.
****
W czasie lanchu wszystkie domy komentowały dzisiejsze zdarzenie jakie miało miejsce na korytarzu. Głównym tematem był Draco i Hermiona, gdyby urządzić głosowanie to zebraliby po połowie głosów ponieważ strony były podzielone co do racji.
-Hermiona zjedz coś.. - szepnął jej nad uchem przyjaciel i podsuwając talerz z tostami i owocami.
-Dzięki Harry, ale jakoś nie jestem głodna.. - odpowiedziała próbując odsunąć talerzyk.
-Jedz - powiedział stanowczo Ron.
Dziewczyna nie miała wyjścia więc zjadła 2 tosty i parę malin.
-Lepiej? - zapytała patrząc na przyjaciół.
-Napij się jeszcze soku.. - zasugerowała Giny, którą rozbawiło nadopiekuńczość chłopaków.
Hermiona przewróciła oczami i sięgnęła po napój.
-A tak na poważnie, co ci strzeliło do głowy by się z nim kłócić ? - zapytał w końcu Harry a pozostała dwójka zwróciła się w jej kierunku.
-Nie wiem, to był impuls, gdy zobaczyłam rozpłakaną Pansy zrobiło mi się jej żal.. - zaczęła.
-No nie wierze zrobiło ci się żal ślizgonki.. - jęknął Ron.
-Ślizgon czy nie, kobiety się szanuje..
-Tu się z tobą zgodzę - przyznał Harry i przytulił dziewczynę ramieniem.
-Dzięki..
-Hermiona a możesz mi obiecać że jak jeszcze raz będziesz chciała bronić jakiegokolwiek ślizgona, wpierw powiesz nam o tym? - zapytał opierając się o stół.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego i przytuliła go najmocniej jak potrafiła.
-Spokojnie.. bo mnie udusisz.. - zaśmiał się chłopak uwalniając z uścisków przyjaciółki.
-Dobra kochani ja uciekam bo zaraz mam numerologie.. - oświadczyła po czym wstała i zmierzała do wyjścia, gdzieniegdzie słysząc szepty z jej imieniem, oraz Dracona.
"Dziwne że nikt nie wspomniał o Pansy. Głównie to ona najbardziej ucierpiała" - pomyślała wychodząc z wielkiej sali.
****
-Oj Malfoy ale masz dzisiaj dzień.. - zaśmiał się Blaise, klepiąc go po ramieniu.
-Nie chciałbym być teraz w twojej skórze.. - dodał dolewając sobie ognistej.
-Głupia Granger, wtyka nos w nie swoje sprawy.. - powiedział blondyn opierając głowę na rogu sofy.
-Druga sprawa, po co Pansy jej powiedziała że ją uderzyłeś? - zapytał brunet opierając się o stolik.
Draco spojrzał na niego znając już odpowiedz.
-Pewnie chciała mi dokopać, ale wzięła sobie nie odpowiednią broń jaką jest Granger..
-A właśnie i co powiedziała ci McGonagal ? - zapytał.
Chłopak spojrzał w sufit i podrzucił małą piłeczkę po czym ją złapał.
-Wyjaśniło się że Pansy skłamała, bo ta łamaga tak naprawdę potknęła się i wywróciła, stąd ta rozwalona warga.. no ale i tak mam przyjść o 20:00 do tej wiedźmy na odbycie kary..- powiedział po czym znów rzucił piłeczkę do góry.
-A co to za kara?- dopytywał przyjaciel.
Blondyn spojrzał na niego.
-Sam jestem ciekaw, najchętniej odwiedziłbym zakazany las porzucając tą szlame na pożarcie jakiejś dzikiej bestii.. -odpowiedział.
-Ty to masz pomysły..
-Całkiem niezłe - zaśmiał się siadając.
Przetarł twarz i spojrzał na zegarek. Dochodziła 20:00
-No to idę - jęknął niezadowolony.
-Tylko jej nie zabijaj.. dodał.
-Kuszące, kuszące.. zaśmiał się blondyn i wyszedł z pokoju.
***
Kobiety- nie można bez nich żyć ale z nimi żyć też się nie da, zawsze są przez nie problemy . Pomyślał chłopak zmierzający na spotkanie z profesor McGonagal. W duchu chciał aby ta kara była jak najlżejsza i by była z dala od Granger, z drugiej strony ta pewnie zrobi cała robotę za niego, bo przecież jest prymusem i nie chciałaby zawieść nauczycieli. Doszedł do drzwi i rozejrzał się wokoło ale nigdzie nie widział dziewczyny.
-Pięknie jak ja teraz mam wejść skoro nie znam hasła.. - przeklął się w duchu.
Nagle usłyszał czyjeś kroki i dostrzegł że z końca korytarza biegnie jakaś dziewczyna, domyślił się że to Granger.
-No, no Granger spóźniona? -zapytał.
Dziewczyna zmierzyła go spojrzeniem i próbowała wyrównać oddech. Chłopak dostrzegł również torbę pełną książek którą trzymała na ramieniu.
-Swoją drogą to już chyba po lekcjach dawno a ty z książkami ? - zapytał.
-Byłam w bibliotece, a ty czemu nie w środku? - zapytała.
Chłopak nie chciał się przyznać że nie pamięta hasła.
-Bo widzisz Granger w moich stronach dżentelmen czeka na kobietę nawet gdy się spóźnia..i nawet jeśli jesteś nią ty - zaczął patrząc na nią z pogardą.
Dziewczyna spojrzała na niego złowrogo.
-Mhm.. a ja myślę że po prostu nie pamiętasz hasła...cytrynowy sorbet - powiedziała a posąg z wielkim feniksem poruszył się ku górze, więc dziewczyna stanęła na pierwszy podest a Draco stanął tuż za nią.
Nie mogła powstrzymać się by nie spojrzeć na niego z wyższością, mimo iż w jego oczach zawsze będzie szlamą zawsze będzie starała się być od niego lepsza pod każdym względem. Gdy byli już pod drzwiami dyrektora, chłopak zatrzymał dziewczynę i spojrzał jej prosto w oczy.
-Wierzysz że jej nie uderzyłem ? - zapytał bardziej z ciekawości.
Przez chwile spojrzała w jego niebieskie oczy.
-Tobie ? Nigdy!
Wyrwała się z uścisku. Nastała cisza.
-Ale McGonal mi powiedziała że jej nie uderzyłeś, nie zmienia to jednak faktu jak ją potraktowałeś.. - w końcu Hermiona ją przerwała.
Chłopak był poirytowany.
-Granger zajmij się swoimi książkami, dobrze ci radzę.. - syknął.
-Będę robić co uważam za słuszne Malfoy !
Drzwi do gabinetu otworzyły się.
-Umawiałam się z wami w gabinecie nie przed drzwiami.. - powiedziała McGonagal.
-Zapraszam do środka.. - dodała,wpuszczając dwójkę do środka.
****
No i jest kolejny rozdział mam nadzieje że będzie wam się podobał. Tak czy siak zapraszam do komentowania. Kolejny rozdział za tydzień :) Buziaki. Bibi

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz