piątek, 30 grudnia 2016

Rozdział VIII - Umowa

Poczuła że słońce zaczyna ją razić w oczy, więc powoli je otworzyła. Nie było to jednak takie proste, ponieważ powieki były bardzo ciężkie. Wpierw zobaczyła światło a później próbowała coś dostrzec. Dziwnie się czuła jak by była cała czymś przygnieciona. Chciała kogoś zawołać ale nie dosłyszała swojego głosu tylko jakiś dziwny jęk. Natychmiast złapała się za szyje i poczuła opuchnięcie. Gdy obraz zaczął się wyostrzać dostrzegła łóżka szpitalne. Nie wiedziała co ona tu robiła przecież powinna pójść na zajęcia. Próbowała wstać ale przewróciła się na podłogę. Była bardzo słaba i nie wiedziała dlaczego.
-O panna Granger! - usłyszała nagle przerażony, a zarazem szczęśliwy głos pani Ponfey.
Kobieta podbiegła do dziewczyny i pomogła jej wstać a nastepnie połorzyła ją spowrotem do łóżka.
-Nie powinnaś jeszcze wstawać.. - skarciła ją i podała szklankę z wodą.
Hermiona dopiero teraz poczuła jak bardzo jest spragniona, jednak każdy łyk wody był dla niej bolesny. Oddała więc szklankę i spojrzała na kobietę pytająco, znów próbując coś powiedzieć ale, nic po za cichym piskiem nie usłyszała.
-Oj.. tak myślałam, struny głosowe są poważnie uszkodzone.. - stwierdziła pani Ponfey widząc jak dziewczyna próbuje coś powiedzieć.
Znów pojawiło się ogromne zdziwienie na twarzy gryfonki. Miała tyle pytań ale, nawet nie potrafiła czegokolwiek wypowiedzieć. Rzuciła się bezsilna na łóżko, powstrzymując łzy.
-Spokojnie.. poczekaj za raz pobiegnę po profesor McGonal, powiedzieć że, w końcu się obudziłaś.. - uspokoiła ją kobieta i gestem dłoni nakazała by leżała w łóżku, po czym wyszła ze skrzydła szpitalnego.
Szatynka znów została sama, próbując sobie przypomnieć dlaczego tu leży i nagle ją olśniło "Pansy"


****

Siedział w towarzystwie ślizgonów, obserwując co jakiś czas stół gryfonów, w szczególności pewnego rudzielca. Niestety od kilku dni był taki sam, zrezygnowany, zmęczony, a nawet mało jadł co było do niego nie podobne. Wiedział dzięki temu że stan jego przyjaciółki się nie poprawił. W chwili gdy chciał spojrzeć na bruneta obok z niesmakiem dostrzegł że on już od dłuższego czasu mu się przygląda. Wrócił więc wzrokiem do swojego stołu próbując wtrącić się w rozmowę.
-Zabini uczył się od mistrzów...- zaczął, próbując uśmiechnąć się z wyższością.
-Weź już Draco nie rób z siebie mistrza.. - dogryzł przyjaciel.
-A co nie pamiętasz kto cię uczył robić tej przewrotki na miotle? - przypomniał mu blondyn puszczając oczko do dziewczyn siedzących niedaleko.
Brunet dostrzegł również i to.
-Dobra nie strugaj już modela, to moja rola.. - zaśmiał się ślizgon szturchając go łokciem.
-Tego też cie nauczyłem.. - szepnął blondyn szczerząc się dalej do dziewczyn.
-No nie wiem, nie wiem.. - mruknął.
-Oboje jesteście cudowni... - szepneła dziewczyna siedząca najbliżej tej dwójki.
Chłopaki wymienili się porozumiewawczo spojrzeniem i uśmiechnęli się w jej kierunku niczym młody bóg.
-Mi tam to pasuje.. - powiedział w końcu Zabini. - A tobie? 
-Puki nie zaglądasz mi pod materac, to może być.. - odpowiedział blondyn klepiąc go po plecach i śmiejąc się z całej tej sytuacji.
Znów zajął się śniadaniem i spojrzał raz jeszcze na stół gryfonów. Ron wyglądał na poruszonego i natychmiast wstał, a za nim podążył Harry wraz ze swoją dziewczyną, czuł że coś się stało. Tylko nie wiedział jeszcze co. Miał jednak nadzieje że w końcu coś dobrego.


****


-Miona! - usłyszała znajomy głos a za chwile poczuła mocy uścisk rudzielca.
Za nim dostrzegła również Harrego i Ginny, chciała się z nimi przywitać i coś powiedzieć ale, znów zamilkła.
-Nie możesz mówić ? - zapytał z troską Ron.
Szatynka pokiwała przecząco głową. Widziała jak chłopak cały się napina ze złości. Złapała go za rękę i próbowała w ten sposób go uspokoić.
-Nie daruje sobie że mnie przy tobie nie było.. -szepnął chłopak spuszczając głowę w podłogę. 
Hermiona spojrzała na przyjaciół którzy również posmutniali. Chciała ich jakoś pocieszyć ale, jedyne co teraz potrafiła, to tylko wydawać dziwne dźwięki. Odwróciła się do szafki nocnej i złapała kawałek papieru i pióra, po czym zaczęła pisać. Wszyscy patrzyli na nią z wielką troską. Najlepsza czarownica która znała chyba wszystkie zaklęcia i wiedziała więcej niż oni w trójkę razem wzięci nie potrafiła teraz wypowiedzieć nawet jednego słowa.Gdy skończyła, podała im kartkę i kazała przeczytać.

"Rozmawiałam z profesor McGonal (jeśli w ogóle można powiedzieć że ja cokolwiek powiedziałam),moje struny głosowe są mocno naruszone, ale specjaliści już są w drodze i chyba wyjdę z tego:) A wy, kochani to przecież nie wasza wina. Raczej moja.. nie wiem co ja sobie myślałam, odwróciłam się plecami do tej cholernej Pansy gdy ta celowała we mnie różdżką."
  
Gdy skończyli czytać znów spojrzeli na dziewczynę i pierwsza odezwała się Giny.
-Mionka, nie było to mądre.. ale i tak nie powinna rzucać tak silnego zaklęcia..w plecy- na ostatnie słowa poczuła jak Ron znów się denerwuje.
-Najważniejsze że w końcu się obudziłaś.. - powiedział Harry uśmiechając się do przyjaciółki.
-Oj to prawda, przespałaś nawet swoje urodziny.. - zaśmiała się rudowłosa.
Hermiona uśmiechnęła się, wzruszając ramionami.
-Obyś szybko wróciła do zdrowia.. - szepnął Ron i pocałował ją w policzek, na co dziewczyna się zaczerwieniła.
-Przyjdziemy potem, bo mamy za raz eliksiry.. - dodał rudzielec wstając.
-O nie.. - szepnęła Ginny.
Wszyscy spojrzeli na nią pytająco.
-Zapomniałam książki.. - zrobiła zrezygnowaną minę.
-Dobra dognie was.. - szepneła i pomachała do Hermiony po czym wyszła.
-Ale się przejeła tą książką.. - zdziwił się Ron.
Szatynka jednak znała swoją przyjaciółkę i wiedziała że to nie o książkę chodziło tylko o coś zupełnie innego, niestety nie wiedziała jeszcze co było powodem jej wyjścia.

****

Szła bardzo szybkim krokiem, skręcając w ciemny korytarz. Gdy rozpoznała znajome miejsce weszła niepewnie do środka, sprawdzając czy nikt jej nie widzi. Rozgościła się w niewielkiej sali, zagraconej sprzętem muzycznym. Rzuciła torbę na podłogę i oparła się o ławkę zarzucając ręce na piersi.
-O jesteś.. -nagle usłyszała znajomy głos.
Wzdrygnęła się nieco myśląc że jest sama.
-Nie bój się.. 
Dziewczyna odwróciła się w stronę rozmówcy.
-Tak jak się umawialiśmy.. - powiedziała odzyskując pewność siebie.
-Masz coś dla mnie? - zapytał podchodząc nie co bliżej.
-Inaczej bym nie przyszła.. - odpowiedziała poirytowana jego pytaniem.
-Świetnie - uśmiechnął się chytrze.
-Nie tak szybko.. -warknęła.
Uśmiech spełzł z jego twarzy.
-Jaką mam pewność że mnie nie okłamujesz? - zapytała przeszywając go wzrokiem.
-Dziewczyno, musisz uwierzyć mi na słowo.. - odparł.
-Słowo ślizgona ? - zapytała nie wierząc w to co mówi.
-A no tak...- szepnął i przysunął się bliżej.
-To za mało.. - dodała.
-A czego byś chciała? - zapytał coraz bardziej poirytowany.
Nastała chwila ciszy.
-Musisz złożyć wieczystą przysięgę - szepnęła nawet na niego nie patrząc.
-Zwariowałaś ? - wrzasnął.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko obdarzyła go spokojnym spojrzeniem, po którym wiedział że jest całkowicie poważna. Przez chwilę walczył sam ze sobą, nie chcąc zgodzić się na takie przyrzeczenie.
-W porządku.. 
Rudowłosa wyciągneła dłoń, którą po chwili objął chłopak. Kurz i napięcie podskoczyło ku góże
-Wystarczy wierze ci.. - szepnęła patrząc mu w oczy.
Brunet nie ukrywał zdziwienia.
-Zapomniałeś że do tego potrzeba gwaranta? - uśmiechnęła się.
W jednej chwili puścił jej rękę i cofnął się do tyłu.
-Trzymaj.. - szepnęła wyciągając cztery małe fiolki z torby.
Chłopak natychmiast złapał je delikatnie.
-Nie sądziłam że jet to dla ciebie tak ważne.. - zdziwiła się dziewczyna.
-Bardziej niż myślisz.. - odparł wpatrzony w podarunek.
-Skoro tak.. i pamiętaj ona musi za to zapłacić.. - dodała naciskając na ostatnie słowo.
-Masz to jak w banku.. - odparł spoglądając w jej oczy.
-Ciesze się że dobiliśmy targu Blais.. 
-Ja również Weasly..

****

-Gdzie ona jest? - zapytał brunet rozglądając się po uczniach w sali. 
-Nie martw się, pewnie coś ją zatrzymało.. - burknął Ron podpierając głowę.
-I to mnie martwi.. - szepnął spoglądając przed siebie.

Profesor Slughorm właśnie dodawał czarnej mikstury do kociołka i opowiadał kolejną niesamowitą historię jaką to jego uczeń doświadczył. Harrego jednak to nie interesowało, martwił się raczej o swoją dziewczynę, która od kilku dni zachowywała się dość tajemniczo. Parę razy znikała mu z oczu pod pretekstem że musi coś sprawdzić, czy czegoś zapomniała. Dziś gdy odwiedzili Hermione znów zniknęła. Czuł że nie jest to zbieg okoliczności. Przypomniawszy sobie dziwne zachowanie Malfoya mimowolnie spojrzał w jego stronę, ale nic nie wskazywało na to by miał z rudą jakiekolwiek powiązanie. 
-Hej Harry, jak myślisz kiedy Hermiona odzyska głos? - zapytał przyjaciel przywracając go do rzeczywistości.
-Nie wiem Ron, mam nadzieje że szybko.. - przyznał szczerze.
-Dla niej mógłbym oddać, jej swój własny głos, gdyby to było możliwe.. - szepnął.
W wyobraźni Harrego utworzył się obraz Hermiony z głosem Rona. Kąciki jego ust powędrowały do góry. Wiedział jednak że Ron nie to miał na myśli i musiał przyznać że z jego ust brzmiało to jak wyznanie miłości wobec dziewczyny.
-Nie martw się stary, wyliże się z tego, zobaczysz.. - szepnął i otworzył książkę od eliksirów , próbując odgonić złe myśli i skupiając się na lekcji.


****

Witam was w tym pięknym czasie, tuż po świętach, mam nadzieję że makowiec zjedzony :) a samopoczucie jak najbardziej pozytywne. Postanowiłam że skoro były święta to może coś wrzucę tak na poprawę przybyłych kilogramów xD Mam nadzieję że rozdział chodź trochę się podoba i że zasypiecie mnie chociaż jednym komentarzem :) Może być nawet negatywny do nowego roku zostało nie wiele czasu więc co mi tam :) Pozdrawiam was cieplutko i życzę udanego sylwestra ! 
Bibi